Kiedy myślimy o filmie animowanym, mimowolnie raczej w głowie mamy obraz bajki (ba, najczęściej jest to bajka Disney’a), bowiem właśnie takie produkcje są wyświetlane w kinach. Wystarczy sięgnąć po tegorocznego laureata nagrody „Złotego Globu” – „W głowie się nie mieści”. To film w odbiorze przeznaczony zarówno dla dzieci, jak i dorosłych, który ma łączyć te dwa światy, uczyć, a przy tym bawić. Innym skojarzeniem może być anime – słowo znane chyba przez wszystkich, szczególnie wielbione przez fanów japońskiej animacji. Gdybyśmy mieli jednak poszukać filmu animowanego, ale ukierunkowanego w tematyce i przesłaniu na dorosłych, pojawiają się problemy. Oczywiście Polska może pochwalić się rewelacyjnymi krótkometrażówkami Bagińskiego, jednak co z pełnym metrażem? Duet Duke Johnson i Charlie Kaufman przychodzi z pomocą.

Ich produkcja poruszyła światem, choć nie jest jeszcze szeroko znana w Polsce. Pierwszy raz w historii animacja zdobyła nagrodę „Wielką nagrodę jury” podczas festiwalu w Wenecji (a przypomnijmy, że była to 72. edycja). Ponadto „Anomalisę” uhonorowano „Nagrodą specjalną” tj. Nagroda Festiwalu Przyszłości Kina. Film został nominowany do Złotego Globy „w kategorii najlepszy film animowany”, a co więcej także w tej samej kategorii do tegorocznych Oscarów. Aż wstyd, że w Polsce o tej produkcji jest tak cicho!

Warto na wstępie zaznaczyć, że Charlie Kaufman napisał „Anomalisę” jako sztukę teatralną. Początkowo nie był zwolennikiem przeniesienia swojego tekstu na ekrany filmowe, jednak, na całe szczęście, po pewnych korektach w scenariuszu, można było rozpocząć pracę nad produkcją.

Ciężko zdecydować się od czego zacząć – od komentarza odnośnie animacji, czy jednak fabuły, bo oba elementy intrygują w produkcji amerykańskiego duetu. Mówiąc o samej historii, widz powolnym tempem zostaje wprowadzony do świata głównego bohatera, Michaela Stone’a. Jako autor książki „How May I Help You Help Them?”, zostaje zaproszony do Cincinnati na konferencję marketingową. I to wystarcza, jeśli chodzi o opis akcji, najciekawsze wydarzenia rozgrywają się w psychice bohatera, co stanowi niewątpliwy atut filmu.

Animacja ma to do siebie, że przedstawia świat, który przypomina prawdziwy, ale taki nie jest. Trzeba przyznać, że idealnie pasuje to do charakteru „Anomalisy”, bowiem główny bohater obraca się w szarej rzeczywistości, gdzie ludzie niczym się nie wyróżniają i zbijają się w bezkształtną masę. Jednak mimo tej sztuczności postaci, okazuje się, że momentami są bardziej prawdziwe niż otoczenie widza. Amerykański duet zaprezentował świat, w którym ludzie żyją niby ze sobą, ale ostatecznie są samotni i nie potrafią poradzić sobie ze swoimi myślami.

Widz odczuwa, że główny bohater, któremu głosu użyczył znakomity aktor David Thewlis, próbuje uciec od nieznośnej codzienności. Odbiorca od razu spostrzega, a właściwie słyszy, że wszystkie inne postacie wizualnie są do siebie podobne, a co więcej mówią tym samym głosem. Dlatego też, Tom Noonan, zarówno podkłada głos pod taksówkarza, jak i pod żonę i syna Michaela. Ma to istotne znaczenie dla portretu psychologicznego bohatera i postrzegania przez niego rzeczywistości. Jest to zabieg unikatowy i niepowtarzany w kinematografii, przez co w sposób niezwykle silny oddziałuje na odbiór filmu. To jednak nie wszystko. Kaufman napisał swoją sztukę pod pseudonimem – Francis Fregoli, a co więcej główny bohater zatrzymuje się w hotelu „The Fregoli”. Idąc jeszcze dalej, nie sposób nie wspomnieć o zaburzeniach urojeniowych zwanych w medycynie zespółem Fregoliego. Objawia się on tym, że chory postrzega różne spotykane przez siebie osoby, jako jedną i tą samą.

Nagle pojawia się przełamanie – inny głos, nadzieja, że jeszcze nie wszystko stracone. Na drodze Michaela pojawia się Lisa (Jennifer Jason Leigh), która jest odmiennością. Anomalią. Wydaje się więc oczywiste wytłumaczenie tytułu filmu – „Anomalisa” to znaczy połączenie słów „anomalia” z „Lisą”. Owszem, w ten sposób główny bohater zwraca się do nowo poznanej postaci, którą jest szaleńczo zafascynowany. Jak długo aczkolwiek może to trwać, kiedy zauroczenie opadnie i pojawią się na nowo zalążki codzienności?

Ciekawą koncepcję stanowi także zapętlona kompozycja animacji – początkowe sceny pokazują, jak Michael czyta list, podobnie rzecz się ma na końcu produkcji. Podkreśla to bezsilność bohatera, by wyrwać się z zamkniętego koła i zmienić coś w swoim życiu. Sny głównego bohatera odzwierciedlają jego najskrytsze lęki, z którymi nie jest w stanie walczyć i  przez co pozostaje podporządkowany szarej codzienności. Koniec końców, odczyt głównego bohatera na konferencji staje się raczej manifestacją wszystkich uczuć, które tłumi w sobie – podkreśla on, że każdy z nas jest indywidualną jednostką, że każdy z nas przeżył dzień, lepszy, gorszy, ale każdy jakiś miał.

„Anomalisa” to jeden z tych filmów, które po obejrzeniu nie dają o sobie zapomnieć. Chciałoby się do nich wracać i odkrywać na nowo, bowiem za pierwszym razem nie jest się w stanie dostrzec wszystkich ukrytych symboli. To przykład animacji, zmuszający do myślenia, a jednocześnie odkrywający przed widzem coś, z czego każdy z nas zdaje sobie sprawę. Bez wątpienia jest to jedna z najlepszych animacji, które poruszają problematykę bycia jednostką w społeczeństwie, bo jak wiadomo, nawet w tłumie można być samotnym.

ocena: 9,5/10

Nieustraszona pogromczyni każdej pozycji filmowej bez względu na to, czy ma zmierzyć się z klasykiem kinowym, czy polską komedią romantyczną. Dzień bez obejrzanego filmu, jest dniem straconym. Jej mottem życiowym jest: good films make your life better, choć kino klasy B także ma swój urok.