Shalom!
Za każdym razem, gdy znajomi z innych miast pytali mnie, do jakiej knajpy powinni się udać, chcąc poczuć klimat krakowskiego Kazimierza, polecałam im Hamsę. Ostatni raz miałam przyjemność odwiedzić to miejsce około 2 lata temu i ciekawiło mnie, czy coś zmieniło się tam od tego czasu.
Jako że pogoda dopisywała, zdecydowałyśmy się zająć miejsca w klimatycznym ogródku od strony ulicy Szerokiej, o którego istnieniu nie miałam pojęcia! Do wyboru mamy także drugi, mniejszy, od ulicy Miodowej oraz trzy słoneczne sale.
Uroku części lokalu, w której zasiadłyśmy, dodają girlandy świetlne oraz duży, wykonany z mchu napis „Make hummus not war”, który pojawia się także na menu oraz koszulkach, notabene uśmiechniętej i bardzo miłej, obsługi. W tle sączy się orientalna muzyka, dzięki czemu możemy się poczuć niczym w tętniącym życiem Tel-Avivie.

Przechodząc do najważniejszego punktu wizyty w Hamsie, czyli jedzenia, zdecydowałyśmy się na tak zwaną Łapę, czyli własną kompozycję 3 przystawek, pieczywa laffa oraz warzyw. Miałyśmy okazję skosztować między innymi hummusu Maghrebu z dodatkiem pikantnej pasty harrisa, który zachwycił nas swoją kremową konsystencją. Oprócz tego, postawiłyśmy na klasyk, czyli falafele (smażone w głębokim tłuszczu kuleczki z ciecierzycy, kolendry i pietruszki – doskonała kompozycja przypraw!) oraz przysmak, którego kosztowałam po raz pierwszy – jebneeh (smażony ser z dodatkiem czarnuszki). Warto tu także wspomnieć, że wszystkie przysmaki z menu Hamsy pochodzą z eko upraw i hodowli.
Następnym razem koniecznie spróbować muszę jednego z mięsnych przysmaków z tadżinu – arabskiego, glinianego naczynia o wysokiej stożkowanej pokrywie. Na deser obowiązkowo baklava i kawa po beduińsku z dodatkiem cukru i świeżo mielonego kardamonu. Ciekawie prezentują się także weekendowe, bliskowschodnie śniadania organizowane na zasadzie – płacisz raz, jesz ile chcesz.

Hamsa to świetne miejsce zarówno na niezobowiązujący lunch ze znajomymi, jak i romantyczną randkę we dwoje czy popołudniową kawę. Zorganizować można tu także rodzinny obiad czy spotkanie firmowe.
Po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że Hamsa to jeden z najjaśniejszych punktów na kulinarnej mapie Kazimierza i mimo upływu lat, niezmiennie trzyma poziom. Przechadzając się następnym razem po uliczkach krakowskiego Kazimierza, koniecznie tu zajrzyjcie.