Burgery zdarza mi się jadać rzadko. Wynika to z faktu, że gdy kilka lat temu w Krakowie panował istny szał na ten przysmak, knajpy go oferujące odwiedzałam co najmniej raz w tygodniu. Mijając duży szyld lokalu Przystanek Burger na ulicy Karmelickiej, przypomniało mi się jednak, że zawsze chciałam spróbować ich, niezwykle apetycznie prezentujących się na zdjęciu, wyrobów.

 

To typowe miejsce na szybką przekąskę w gronie znajomych między lekcjami czy zajęciami. Mimo wczesnej godziny, niemalże wszystkie stoliki były zajęte. Dominującą grupę stanowili tu (z tego co udało mi się zasłyszeć) uczniowie i studenci pobliskich szkół.
Do wyboru mamy dwie sale – górną i dolną oraz niewielki, aczkolwiek urokliwy, ogródek. Ściany Przystanku Burger zdobią minimalistyczne, czarno – białe plakaty z kulinarnymi motywami oraz kolorowe, drewniane skrzynki (dekoracja prosta i niedroga w wykonaniu, ale jak oryginalna!). W oczekiwaniu na burgera możemy zagrać w gry planszowe (na półce udało mi się dostrzec moją ulubioną „Operację”). To świetny sposób na umilenie sobie oczekiwania na zamówione przysmaki.

 

Zdecydować możemy się na jasne lub ciemne pieczywo (ja postawiłam na to drugie) oraz jeden z jedenastu sosów. Postanowiłam skosztować propozycji miesiąca z sosem pieprzowym, sałatą, cebulą, pieczarkami, serem gouda, bekonem, wołowiną i majonezem.

 
W menu znajdziemy jednak nie tylko burgery, lecz także tortille, nuggetsy, frytki czy krążki cebulowe. Za każde z dań zapłacimy nie więcej niż 20 złotych, co sprawia, że Przystanek Burger wydaje się być idealną knajpą na studencką kieszeń.

 

Swojego burgera dostałam po około 15 minutach. Na pierwszy plan wysuwa się tutaj lekko pikantny, słony sos, który świetnie komponuje się z innymi składnikami. Mimo, że nie przepadam za pieczarkami, tutaj były one niemalże niewyczuwalne. Porcja jest na tyle syta, że najedzona czułam się przez kolejne kilka godzin.

 

Za jakiś czas chętnie odwiedzę to miejsce ponownie, chociażby po to, by wypróbować burgera z… nachosami (co za połączenie!)