Film animowany posiada tę przewagę nad innym rodzajem produkcji, iż z większą swobodą ukazuje emocje oraz świat przedstawiony. Ponadto utwór ten tworzony może być różną techniką, dzięki czemu wciąż jeszcze istnieje prawdopodobieństwo wykreowanie tworu niepowtarzalnego. Za unikatowy obraz należy uznać z pewnością dzieło duetu reżyserskiego Doroty Kobieli oraz Hugha Welchmana (producenta krótkiego metrażu – „Piotruś i Wilk” nagrodzonego Oscarem), który wraz z potężną grupą artystów zdecydował się przenieść dzieła Vincenta van Gogha na ekrany. I użycie czasownika „przenieść” należy potraktować w tej sytuacji bardzo dosłownie.
Prace nad animacją „Twój Vincent” były niezwykle czasochłonne, wystarczy jedynie nadmienić, iż 65 tysięcy klatek filmu namalowano ręcznie. Wysiłek włożony w produkcję opłacił się – po tę pozycję repertuarową warto sięgnąć choćby ze względu na końcowy efekt ożywienia obrazów van Gogha. Na szczęście, twórcy nie skupili się wyłącznie na wizualnym aspekcie dzieła – polsko-brytyjski obraz urzeknie widza również intrygującą fabułą oraz świetnie dopasowaną ścieżką muzyczną.
Akcja animacji osadzona została w 1891 roku – czyli rok po śmierci malarza, a osią fabuły uczyniono ostatni list Vincenta skierowany do jego brata – Theo. Armand Roulin na prośbę ojca, który przyjaźnił się z artystą, rusza w podróż przez Europę, aby dostarczyć ową wiadomość. Podczas wędrówki napotyka ludzi mających kontakt z van Goghiem przed śmiercią i przez pryzmat ich widzenia wyłania się sylwetka malarza, choć zaskakująco zmienna pod względem emocjonalnym. Twórcy niezwykle umiejętnie budują napięcie, ocierając się niemal o kryminał w biograficznych rozważaniach. Sposób konstruowania intrygi oraz podsuwania odbiorcy różnych tropów oraz przyczyn śmierci tytułowego bohatera sprawia, że widz przez całą projekcję w bezruchu pełny oczekiwania śledzi wydarzenia rozgrywające się na ekranie. Za pewnego rodzaju negatywny wynik pracy scenarzystów uznać można fakt, iż fabuła skupia się bardziej na otoczeniu Vincenta – ich sylwetkach oraz postrzeganiu malarza. Sam van Gogh nadal pozostaje gdzieś w mroku tajemnic okryty tytułem samotnika oraz dziwaka. Opowieść wiernie odtwarza bardziej lub mniej popularne fakty na temat artysty, a aż prosiło się – z uwagi na produkcję filmu niedokumentalnego, aby spróbować zinterpretować tragiczną historię bohatera. Po seansie „Twój Vincent” można odczuć więc delikatny niedosyt, ale należy przyznać, iż produkcja została dopracowana w każdym calu.
Na korzyść animacji przemawia nie tylko obraz, świetne operowanie głosem choćby przez Douglasa Booth’a (w roli Roulin) czy Roberta Gulaczyka (jako van Gogh), ale także muzyka. Clint Mansell po raz kolejny udowodnił, że bez oporów przychodzi mu komponowanie ścieżki dźwiękowej do najróżniejszych obrazów. Trudno słowami opisać harmonię poszczególnych kadrów z nutami, które łącznie składają się na emocje epatujące z ekranu. Wszelkie niepokoje, nadzieje, radości i smutki, które przeżywają bohaterowie wzmacniane są poprzez muzykę, która ułatwia odbiorcy zanurzenie się w świecie obrazów malarza.
Dorota Kobiela wraz z Hugh’em Welchmanem stworzyli pierwszy pełnometrażowy film, który powstał poprzez ręczne malowanie płócien farbami olejnymi (swoją drogą użyto tej samej techniki, jaką stosował van Gogh). Jednak produkcja ta nie stanowi wyłącznie fenomenu wizualnego – fabuła przypomina dramat w guście Orsona Wellesa – „Obywatel Kane”. Tytułowego bohatera widz poznaje jedynie oczyma innych postaci, przez co zamiast zbliżyć się do rozwiązania zagadki postawionej na samym początku, z każdą następną wypowiedzią oddala się od celu. W rezultacie okazuje się bowiem, że „Loving Vincent” skrywał więcej tajemnic, aniżeli wydawało się to na pierwszy rzut oka.
ocena: 9/10

Nieustraszona pogromczyni każdej pozycji filmowej bez względu na to, czy ma zmierzyć się z klasykiem kinowym, czy polską komedią romantyczną. Dzień bez obejrzanego filmu, jest dniem straconym. Jej mottem życiowym jest: good films make your life better, choć kino klasy B także ma swój urok.