Niewątpliwie współczesne rodzime kino cierpi na niedobór komedii, które zaskoczyłyby wyczuciem w kwestii poczucia humoru oraz ciekawymi rozwiązaniami sytuacyjnymi. Paweł Maślona zaczynał swoją przygodę z kamerą od krótkiego metrażu, a warsztat scenarzysty szlifował u boku Marcina Wrony przy produkcji filmu „Demon”. Twórca dojrzał do pełnometrażowego debiutu, którym wdarł się od razu na najważniejszy polski festiwal organizowany w Gdyni. Maślona dołącza tym samym do grona niezwykle utalentowanych początkujących reżyserów podbijających serca widzów swoim nietypowym spojrzeniem na kino. Czym zwraca na siebie uwagę „Atak paniki” oraz co sprawia, że przez cały seans śledzi się nieustannie poczynania bohaterów?
Dla odbiorcy, któremu do gustu przypadł obraz argentyńskiego artysty „Dzikie historie”, z czystym sumieniem polecić można produkcję autorstwa Polaka. Oba filmy charakteryzują się krótkimi epizodami, bardziej lub mniej powiązanymi ze sobą, które odznaczają się niebywałym natężeniem różnorodnych emocji. „Atak paniki” trudno opisać, nie zdradzając przy tym zanadto fabuły, można jednak zarysować historię w ten sposób, iż przedstawia ona bohaterów nie tylko z różnych środowisk, ale także kategorii wiekowych, zmuszając ich do zmierzenia się z (nie)codziennymi sytuacjami.
Film Maślony wyróżnia się kilkoma mocnymi autami, a jako pierwszy z nich wymienić można świetnie rozpisane kwestie dialogowe oraz humor, który wynika zarówno z wypowiedzi, jak i zachowań postaci. Człowiek wreszcie nabiera wiary w polskie kino – kino tak stłamszone przez nieciekawe komedie romantyczne – że z przyjemnością słucha się żartów nieopierających się jedynie na żenujących stereotypach. Osadzenie bohaterów w wielu lokacjach – poczynając od mieszkań, przechodząc przez przyjęcie weselne, a na samolocie kończąc, wymusza odmienne zachowania, które w punkcie kulminacyjnym okazują się być niezwykle zbieżne. Podczas „Ataku paniki” odbiorca z łatwością odnajdzie się na ekranie, bowiem sytuacje przeżywane przez postacie, mimo iż momentalnie groteskowo wyolbrzymione, bliskie są codzienności. Maślona stawia znak zapytania przy granicy ludzkiej wytrzymałości, pokazując jak łatwo rzeczywistość może przytłoczyć człowieka, zwłaszcza samotnego lub walczącego z własnymi demonami.
Polski komediodramat potraktować można jako wspaniały przykład potwierdzający tezę, że na udaną produkcję nie musi składać się nie wiadomo jak rozpoznawalna czy sławna obsada aktorska. Podczas seansu ujrzymy na ekranie znane, ale nieprzereklamowane twarze, co dodaje filmowi powiewu świeżości. Artur Żmijewski, wcielający się w rolę Andrzeja, świetnie odnajduje się w roli mężczyzny, który próbuje przypodobać się szefowi i jednocześnie udaje przed żoną, że nic takiego nie ma miejsca. Magdalena Popławska jako Monika jest niezwykle charyzmatyczna, naładowana bardzo skrajnymi emocjami, ale przede wszystkim rozbrajająco naturalna, co nie uszło uwadze również jury na festiwalach w Gdyni oraz we Wrocławiu. Na uwagę zasługuje również Bartłomiej Kotschedoff, kojarzony raczej z drugoplanowych, epizodycznych ról. Niewątpliwie „Atak paniki” może być szansą dla młodego aktora na bycie dostrzeżonym, bowiem sposób kreacji jego postaci jest niebywale dojrzały. Ekspresja podczas odgrywania roli Miłosza nie tylko potrafi wywołać uśmiech na twarzy widza, ale także zmusić go do refleksji na temat kondycji współczesnej technologii oraz naszego stosunku do niej.
Paweł Maślona wraz z montażystką Agnieszką Glińską stworzyli niezwykle dynamiczny obraz, który wyłamuje się ze schematów typowych dla gatunku komedii. Brawurowy pęd polskiego reżysera równoważy kilka stonowanych scen pozwalających widzowi złapać oddech. Jedno jest pewne – podczas „Ataku paniki” nie ma czasu na zerknięcie na zegarek – odbiorca w pełni zanurza się w prezentowany świat, bez zastanowienia angażując się w każdy wątek. Dynamicznie poprowadzona fabuła, dobrze brzmiące dialogi oraz świetnie zmontowany materiał – wydaje się, że Maślona znalazł przepis na kinowy sukces.
ocena: 8/10

Nieustraszona pogromczyni każdej pozycji filmowej bez względu na to, czy ma zmierzyć się z klasykiem kinowym, czy polską komedią romantyczną. Dzień bez obejrzanego filmu, jest dniem straconym. Jej mottem życiowym jest: good films make your life better, choć kino klasy B także ma swój urok.