Ostatnimi czasy polska kinematografia pochwalić się może solidnymi pełnometrażowymi debiutami fabularnymi, które, miejmy nadzieję, zaowocują w przyszłości produkcjami, a polska widownia wybierze się tak licznie, jak przykładowo na kolejną część z serii Star Wars. Należy pamiętać, iż wymarzone rozpoczęcie kariery filmowej, czym pochwalić może się Piotr Domalewski uhonorowany Złotym Lwem na festiwalu w Gdyni, to również niezwykłe obciążenie psychiczne oraz presja ze strony publiczności, aby następne obrazy oscylowały wokół podobnego, wysokiego poziomu. Dlaczego akurat ten film przypadł krytykom oraz publiczności do gustu?
Domalewskim w swoim dziele „Cicha noc” bierze na warsztat tematykę rodziny, co także czynił Jan Matuszyński w „Ostatniej rodzinie” (swoją drogą, również nagrodzoną główną nagrodą na gdyńskim festiwalu), jednak twórcy skupiają się na odmiennych kwestiach dotyczących relacji międzyludzkich. Debiutant filmu pełnometrażowego statuuje swoją historię w bliżej nieokreślonym czasie w jakiejś małej polskiej wsi, w której zamiast drogi jest tylko niekończące się błoto. Już z uwagi na czasoprzestrzeń, snuta opowieść zdaje się mieć wymiar uniwersalny, choć jednocześnie jest silnie osadzona w polskiej mentalności. Główny bohater – Adam, to sylwetka rodaka typowa dla momentu otworzenia się granic państw zachodnich, czyli imigranta zarobkowego, który w ojczyźnie nie potrafił znaleźć swojego miejsca. Niespodziewany przyjazd chłopaka do rodzinnego domu na wieczerzę wigilijną nie jest zupełnie bezinteresowny, choć pobudki postaci odkrywane są przed widzem z odpowiednią retardacją. Odbiorca zapoznaje się z każdym członkiem familii i choć historia opowiadana została raczej z punktu widzenia Adama, jego stosunek do poszczególnych osób nie wpływa na obiektywność kreślenia charakterów przez twórcę.
Reżyser zastosował w swoim dziele klamrę kompozycyjną niejako zamykającą tę jednodniową podróż bohatera w rodzinne strony, pomimo tego fabuła zdaje się rozgrywać dalej, lecz już poza kadrem. Co ciekawe, „Cicha noc” nie ma wyraźnie zarysowanego punktu kulminacyjnego – akcja zostaje rozciągnięta do granic możliwości, a widz w napięciu oczekuje na wydarzenia, których tak naprawdę się spodziewa. Jednak nie napięcie w tym filmie jest najważniejsze – zgodnie z tytułem, odwołującym się do kolędy, uwaga widza zostaje skupiona na Wigilii, a wszelkie rozgrywające się w międzyczasie wydarzenia nie mogą jej zakłócić. Dlatego właśnie, pomimo prowadzonych rozmów, zawsze pojawia się konieczność powrotu do wspólnego stołu, podobnie również niezależnie od rozwoju sytuacji, należy udać się całą rodziną na pasterkę. Piotr Domalewski prostą metodą pokazuje, jak ważne jest poczucie całości, bycia częścią rodziny, choć to nie łatwe zadanie – o czym przekonuje się główny bohater, który z kręgu familii powolnie wychodzi.
Oglądając „Cichą noc” , trudno pozbyć się wrażenia, iż ogląda się utwór inspirowany kinematografią Wojtka Smarzowskiego – pesymistyczna wizja społeczeństwa, położenie nacisku na panującą biedę i problem alkoholowy Polaków, czy wreszcie stonowane kolory i oszczędność ruchu kamery. Domalewskiego czeka z pewnością sporo pracy, żeby pozbyć się u widza tego skojarzenia, a wręcz aby wypracować własny, niepowtarzalny styl. Polski debiutant cechuje się niebywałą dyscypliną w sposobie przedstawienia rzeczywistości filmowej – splatając ze sobą ujęcia zewnętrznej kamery z tymi nagrywanymi małą kamerką przez Adama i innych członków rodziny. Domowe ognisko stanowiące centrum obchodu święta bożego narodzenia ukazywane jest przez pryzmat niebieskiego, szarego, co igra z przyzwyczajeniami widza.
Bez wątpienia „Cicha noc” stanowi okazję do potwierdzenia swoich umiejętności dwójce aktorów: Dawidowi Ogrodnikowi, wcielającemu się w postać Adama, oraz Tomaszowi Ziętkowi grającemu Pawła – młodszego brata. Osobiście uważam, że to najlepsza kreacja Ogrodnika – niebywale dojrzała, charyzmatyczna i przykuwająca wzrok odbiorcy, choć sama odgrywana osoba niczym szczególnym się nie wyróżnia. Jednocześnie reżyser pokazuje, że można zaprezentować bardzo dobry seans, nie umieszczając w obsadzie aktorskiej samych „chwytliwych” nazwisk. Oczywiście, na ekranie ujrzymy trzymającego formę Arkadiusza Jakubika w roli ojca, czy też Tomasza Schuchardta jako szwagra, jednak większość twarzy odbiorca nie będzie w stanie rozpoznać, co pozwala na zupełnie nowe doznania artystyczne niewpisane w dotychczasowe kreacje aktorów.
Piotr Domalewski w inteligentny, nienachalny sposób wytyka słabości nie tylko bohaterom, ale również nam, pokazując jednocześnie, jak istotne jest w kinie wytworzenie atmosfery i zaangażowania emocjonalnego widza. Autentyczność prezentowanych wydarzeń, prostota scenariusza oraz niegranie na uczuciach odbiorcy przyczynia się do zanurzenia się w świecie przedstawionym na tyle, iż nie sposób myśleć o upływającym czasie. Pozostaje mieć jedynie jedno życzenie – aby następny obraz Domalewskiego był tak samo trafny, jak i pouczający, jak „Cicha noc”.
Ocena: 8,5/10

Nieustraszona pogromczyni każdej pozycji filmowej bez względu na to, czy ma zmierzyć się z klasykiem kinowym, czy polską komedią romantyczną. Dzień bez obejrzanego filmu, jest dniem straconym. Jej mottem życiowym jest: good films make your life better, choć kino klasy B także ma swój urok.