Świat pełen kaset VHS, oldschool’owyсh reklam Coca-Coli i winyli Joy Division właśnie powrócił. Ukochane dzieciory znowu pod soundtrack z Twojego dzieciństwa przecinają na rowerkach niezmierzone lasy, kaniony czy asfaltowe drogi małego prowincjonalnego miasteczka w poszukiwaniu swojego zaginionego przyjaciela Willa.
W pierwszym sezonie akcja toczy się w latach 80. w zagubionym na peryferiach Hawkins. W tajemniczy osób znika chłopczyk – Will (Noah Schnapp), i ten fakt absolutnie zakłóca porządek w beztroskim cichym mieście. Dotychczas jedynym przestępstwem dokonanym tutaj kiedykolwiek był napad sowy na kobietę i to dlatego, że ptak uznał fryzurę pani za gniazdo. Na poszukiwania wyrusza zdesperowana samotna matka (Winona Ryder) wraz z szeryfem (David Harbour), a także paczka przyjaciół Willa. Urok tego serialu właśnie tkwi w głównych bohaterach, którymi są dziesięciolatki. Mogę się tylko domyślać, o ile większy wpływ wywarłaby na mnie ta historia, gdybym oglądała ją, będąc w ich wieku. Z innej strony, nie byłabym tak podekscytowana precyzyjnie przedstawioną i dopracowaną w najdrobniejszych szczegółach atmosferą lat 80.: reklamy w telewizji, muzyka popularna, moda, samochody. Stranger Things posiada też wiele cech znakomitego horroru: sceny z potworami są przerażające oraz realistyczne (tak, grafika zachwyca). W drugim sezonie serialu monstra dostają się na drugą stronę i przestają stanowić tylko tło. Z jednym z nich zaprzyjaźni się Dustin. Bracia Daffer dążyli do stworzenia klasycznego filmu grozy tamtych lat, doprawiając fabułę monotonną muzyką, ciszą przed głośnym krzykiem czy ostrym przejściem z jednego wymiaru w inny. Utarte przez lata tricki tu wciąż działają. Produkcja mocno zmroczniała: zobaczymy o wiele więcej krwawych scen niż w poprzednim sezonie, a brutalne bójki czy spektakularne pożarcia dodadzą dreszczyków.
Już w pierwszym odcinku drugiego sezonu widzimy powrót Eleven, która poszerzyła swoje słownictwo i nauczyła się alfabetu Morsa. Opiekuje się nią Hopper i to jest jedna z najciekawszych relacji drugiego sezonu. Oboje po przejściach, mają mocne osobowości, przyzwyczajeni do pustelniczego życia. Wspólne mieszkanie powoli, ale pewnie wykształca w nich z powrotem wiarę w ludzkość, troskę i rodzinne więzi. Bardzo ciekawie obserwuje się to, jak Hopper radzi sobie z gniewną El. Ona wciąż jest nastolatką, która się irytuje, strzela focha, a do tego ma super zdolności!
W drugim sezonie Stranger Things został rozwinięty wątek Barb. Zniknięcie Willa narobiło sporo szumu w małym miasteczku, natomiast o niej nikt nawet nie wspomniał. Nancy, walcząca z wyrzutami sumienia, postanawia to zmienić i zwraca się o pomoc do Jonathana. Trop doprowadzi ją do laboratorium w Hawkins. Źli naukowcy odeszli wraz z pierwszym sezonem, a nowy doktor Owens zawalczy o zaufanie widzów i bohaterów.
Autentyczność lat 80. została precyzyjnie zachowana. Jest rok 1984, do kin właśnie wszedł Terminator, o czym świadczą plakaty na kinach czy zwiastuny w telewizji. Mike, Dustin, Lucas i Will Halloween obchodzą jako łowcy duchów z filmu Ghostbusters, a w ten świąteczny, mroczny wieczór na ekranach w każdym domu leci "Frankenstein" Jamesa Weila. Cieszą też różne smaczki historyczne: na przykład z serialu się dowiemy o Baby Fae. Została ona pierwszym niemowlęciem poddanym zabiegowi ksenotransplantacji, które jednak po 21 dniu zmarło. Z tego powodu w mediach rozpętała się olbrzymia burza, wzmianki o owej zobaczymy w Stranger Things. Da się także odczuć atmosferę zimnej wojny: mieszkańcy Hawkins boją się rosyjskiej dziewczyny z super zdolnościami błąkającej się po mieście.
W produkcji zobaczymy aluzje do X-files, Elfen Lied oraz prac Stevena Spielberga. Co ciekawe, początkowo bracia Duffer planowali nakręcić remake filmu To na podstawie powieści Stephena Kinga, ale później zmienili zdanie. Kiedy zdecydowali stworzyć Stranger Things, w serialu zostało wiele odniesień do prac pisarza. Nowy sezon przyniósł ze sobą jeszcze więcej smaczków z lat 80., a wraz z nimi krwi, potworów i – kto by się mógł spodziewać – miłości.
Ocena: 10/10

Jestem zapałką – od razu zapalam się pomysłami, przedsięwzięciami, ciekawością ludzi. Uwielbiam kino, dla beki pójdę nawet na “50 shades of grey”. I tylko jeden jedyny film zasługuję u mnie na 10/10: “Control” Antona Corbijna.