Andriej Zwiagincew z pewnością należy do najbardziej utytułowanych współczesnych reżyserów kina rosyjskiego. Zyskał on spore uznanie na kontynencie europejskim, o czym z pewnością świadczy obecność prawie każdego jego filmu na festiwalach w Cannes czy Wenecji oraz kilka nagród wygranych na tychże wydarzeniach. Natomiast części polskich widzów może być znany z ciągłych dyskusji, czy nasza Ida na pewno zasługiwała bardziej na Oscara niż jego Lewiatan. W tym roku istnieje szansa na powtórzenie tej walki, bo najnowsze dzieło Zwiagnicewa, Niemiłość, zostało zgłoszone jako rosyjski kandydat do Oscara i stanie w szranki z, między innymi, Pokotem. Jak więc prezentuje się owo dzieło filmografii naszego wschodniego sąsiada?
Fabularnie przypomina zwycięzcę konkursu głównego Tofifestu – Jeszcze nie koniec. W obu filmach mamy do czynienia z rozwodami i kwestią opieki nad dzieckiem, jednak w przeciwieństwie do Lengranda, Zwiagincew nie buduje osi wydarzeń na przemocy fizycznej, tylko na tytułowej "niemiłości". Borys (Aleksiej Rozin) i Zenia (Marjana Spivak) to "małżeństwo" mieszkające na co dzień w Moskwie. Uczucie będące między nimi wypaliło się już dawno temu (lub nawet go nie było), więc postanawiają wziąć rozwód. Żadne z nich nie chcę się jednak podjąć się opieki nad dwunastoletnim Aloszą. Chłopiec, po przypadkowym usłyszeniu, iż najpewniej trafi do domu dziecka, znika. Choć sama fabuła może wydać się każdemu błaha i przedstawiona w innych dziełach kultury, rosyjski reżyser czyni ją jedynie punktem wyjścia dla obrazu poświęconego kondycji społecznej całej ludzkości, nie tylko tej z jego kraju. Doskonale wpisuje się w ten nurt również bardzo mocne zakończenie, stanowiące świetne zwieńczenie i podsumowanie całości historii.
Jak najlepiej pokazać brak uczuć i obojętność od strony technicznej? Oczywistą odpowiedzią wydaje się, że przy pomocy zimnych kolorów i długich, statycznych ujęć. Naturalnym jest więc, że w Niemiłości znajdziemy oba te zabiegi. Obraz Moskwy i, w szczególności, jej przedmieść przypomina czasem pozbawione nadziei widoki bardziej typowe dla kina skandynawskiego czy też produkcji Belli Tarra. Skoro już wywołane zostało imię tegoż węgierskiego reżysera, to warto od razu nadmienić, że sam styl przypomina momentami neomodernizm filmowy, gdyż Zwiagincew nie boi się kręcić całych scen bez cięć, choć, gdy nadchodzi potrzeba przyspieszenia tempa akcji, potrafi on wykorzystać krótsze i bardziej dynamiczne ujęcia. Należy również podkreślić umiejętny wybór muzyki, doskonale oddającej nastrój poszczególnych fragmentów.
Olbrzymią przyjemność sprawia oglądanie na ekranie pary głównych bohaterów, czyli wspomnianych wcześniej Aleksieja Rozina i Marjany Spivak. Przekonująco wcielają się oni w rolę wypalonego małżeństwa, chcącego się już tylko rozstać i zapomnieć o sobie, zaczynając przy tym nowe życie. Nie ustępuje im w niczym Matvej Novikov, grający ich filmowego syna, Aloszę. Młody aktor potrafi oddać tragizm swojej postaci i z pewnością dołącza do utrzymującego się ostatnio trendu na dobre występy nastoletnich aktorów które dane było oglądać w Jeszcze nie koniec czy Tym. Żałować można jedynie, iż na ekranie pojawia się on stosunkowo rzadko. Kolejną pozytywną cechą obsady, ale i też poniekąd reżyserii, jest utrzymanie w ciągłym ruchu i życiu drugiego oraz trzeciego planu. Dzięki pracy kamery i ciekawym doborze artystów wspomagających, doskonale uwypukla się w produkcji głębia ostrości, co sprawia jeszcze większą radość podczas seansu.
Zwiagincew dokonał w Niemiłości naprawdę interesującej analizy społeczeństwa, pokazując do czego może doprowadzić nas świat pozbawiony uczuć względem nie tylko bliskich, ale i drugiego człowieka. Dzięki dokonaniu tego przy pomocy przepięknych ujęć i kadrów, zdołał nakręcić jeden z lepszych filmów tego roku. Pozostaje życzyć reżyserowi pierwszego w jego karierze Oscara i trzymać kciuki, by dalsze produkcje utrzymały tak wysoki poziom lub pokusiły się nawet o jeszcze wyższy.
ocena: 9,5/10

Student filmoznawstwa, wielki pasjonat filmów i dobrej muzyki. W wolnych chwilach zawsze coś ogląda, by mieć co zrecenzować. W związku z tym najłatwiej go spotkać w kinie.