W mitologii greckiej król Agamemnon zabił jelenia należącego do bogini Artemidy. Rozgniewana wysłała bezwietrze na flotę Greków, gdy oni udali się do Troi. Aby przebłagać boginię, Agamemnon miał poświęcić Ifigenię, jego najpiękniejszą córkę. Znasz tę historię? To domyślisz się fabuły nowego filmu Yorgosa Lanthimosa.
Kardiochirurg Stephen (Colin Farrell) mieszka z żoną okulistą Anną (Nicole Kidman) i wychowuje dwójkę dzieci – 14-letnią Kim (Raffi Cassidy) i 12-letniego Boba (Sunny Suljik). Stephen z jakiegoś powodu potajemnie spotyka się z nastolatkiem o imieniu Martin (Barry Keogan). Jednego dnia przedstawia go krewnym. Po tym wydarzeniu życie lekarza zamienia się w piekło.
Relacje z bliskimi głównego bohatera są zimne niczym słoneczne letnie dni na Syberii. Widzimy tutaj ustatkowaną zamożną rodzinę, w której niestety poza troską rodziców o zdrowie i dobrobyt ich dzieci nie ma ani iskry miłości czy ciepła. Colin Farrell i Nicole Kidman grają z jakimś szczególnym dystansem, ale ich czytanie linijek kwestii dialogowych bez wyrazu nie jest złym aktorstwem, tylko przemyślanym zabiegiem reżysera. Bezduszność, która wywołuje konfuzję wśród widzów na początku filmu, osiąga swoje maksimum w scenie seksu głównych bohaterów: Anna udaje “znieczulenie ogólne” i Stephen załatwia z nią swoją potrzebę fizjologiczną. (Co ciekawe, w nielicznych produkcjach można zobaczyć piękne nagie ciało Nicole Kidman, a tutaj będziemy mogli je podziwiać do woli). Ta praca Lanthimosa mogłaby świetnie sprawdzić się jako thriller psychologiczny, jednak reżyser idzie dalej i maluje prawdziwy dreszczowiec, nie pokazując na ekranie żadnych potworów, krwi czy innych typowych straszaków. Nawet lekki dotyk ironii nie uchroni nas od horroru, który dzieje się na ekranie. To niesamowicie wciągająca produkcja, ponieważ aż do połowy filmu będzie ciężko domyślić się istoty przywiązania Stephena do Martina. Co ich łączy? Uczucia? Więzy krwi? Odpowiedź na to pytanie wniesie niewiele do logiki odbywających się na ekranie wydarzeń, po seansie wyjaśnień będzie się chciało jeszcze więcej. Niemniej jednak, Zabicie świętego jelenia to apoteoza działalności greckiego twórcy, jego najbardziej genialny, szokujący, awangardowy i niesamowity twór. Został on absolutnie zasłużenie nagrodzony na festiwalu w Cannes za najlepszy scenariusz.
Bardzo ciekawa jest konfrontacja rodzin Stephena i Martina. Już od pierwszego spojrzenia widać kolosalną różnicę: śliczne twarze wszystkich domowników Stephena (z nim na czele, z solidną brodą i idealnym przedziałkiem) wyglądają nieharmonijnie obok urody Martina, który bardziej by wpasował się do rosyjskich produkcji o gangsterach z lat 90. Kontrastują też ich domy: piękna, olbrzymia rezydencja chirurga jest zupełnym przeciwieństwem typowego dla biednych dzielnic Stanów jednorodzinnego domku ze starymi meblami. Kobiety – niesamowicie seksowna i ładna Anna i niezgrabna matka Martina – są bardzo przeciwstawne. Zamożni bohaterowie czują się nieswojo, zderzając się z biednymi, zwykłymi ludźmi. Dodatkowo, płacą za swoje czyny po taryfie ulgowej, ale bardziej filozoficznie: Stephen główną decyzję podejmuje ślepo, jak Iustitia.
Grek przypomniał o swoich korzeniach i nakręcił stuprocentowo starogrecką tragedię: z chórem, składaniem ofiar oraz gniewem Bogów. Co więcej, finał zamyka historię zejściem aktorów ze sceny. Abstrakcyjne zachowania bohaterów, ich teksty, a także labirynty szpitalnych korytarzy hipnotyzują, pogrążają w trans i sprawiają, że całe dwie godziny filmu obejrzysz w pełnym skupieniu i napięciu.
ocena: 9/10

Jestem zapałką – od razu zapalam się pomysłami, przedsięwzięciami, ciekawością ludzi. Uwielbiam kino, dla beki pójdę nawet na “50 shades of grey”. I tylko jeden jedyny film zasługuję u mnie na 10/10: “Control” Antona Corbijna.

Wygląda na to, że blokujesz reklamy.

Uwierz, rozumiem to w pełni. Sam go używam do serwisów, które bombardują mnie męczącymi reklamami. Zapewniam Cię jednak, że jedyne reklamy na naszym blogu to nieinwazyjne reklamy Google i gwarantuje, że nie będą uprzykrzać Ci życia.

To co, mamy deal? :-)