W ostatnich latach filmom z Ameryki Południowej bardzo dobrze się wiedzie na najważniejszych światowych festiwalach i dzięki temu możemy coraz częściej gościć tamtejsze produkcje na ekranach polskich kin. W tym roku tylko siedem tytułów trafiło do regularnej dystrybucji (w kinach studyjnych), ale ich jakość i uniwersalna problematyka decydują o przystępności dla każdego widza. Pozostaje mieć nadzieję na większą śmiałość dystrybutorów w rozpowszechnianiu obrazów południowoamerykańskich, tylko z pozoru egzotycznych i wymagających znajomości skomplikowanych kodów kulturowych.

 

Ze wspomnianych wyżej filmów, aż pięć uczyniło głównymi bohaterkami kobiety, przedstawicielki różnych pokoleń, klas, zawodów. Reżyserom udało się nie tylko stworzyć pełnowymiarowe, fascynujące postaci, ale przez historie prywatne opowiedzieć również o palących kwestiach społecznych czy niedotkniętych dotąd sprawach z przeszłości. Nadana narracjom osobista perspektywa protagonistek pozwala odbiorcy dużo intensywniej wczuć się w ich sytuację życiową oraz lepiej zrozumieć poruszaną problematykę. Dobrze się dzieje, że możemy konfrontować się z filmami o kobietach w takim wydaniu, bo polskie kino nie przyzwyczaiło nas do podobnych obrazów. Kolejną wyśmienitą okazją jest pokazywana od zeszłego piątku argentyńska Rodzina na sprzedaż.

 

Kobieta wyjeżdża w nocy z miasta. W pewnym momencie skręca na pobocze i wychodzi na zewnątrz, pomimo padającego deszczu. Widzimy, że jest bardzo zdenerwowana i niepewna, jakby wahała się i chciała zawrócić. W rozmowie telefonicznej ktoś pyta, czy nie została zauważona. Ta tajemnicza scena jest intrygującym preludium do historii Maleny, dobrze sytuowanej lekarki z Buenos Aires, która pragnie adoptować dziecko. Udaje się na północ kraju, do prowincjonalnego miasteczka, gdzie ma dopełnić formalności. Sytuacja nieoczekiwanie się skomplikuje, gdy wujek biologicznej matki, Marceli, zażąda wysokiej sumy pieniędzy w zamian za oddanie niemowlęcia.

 

Siłą napędową filmu są wewnętrzne zmagania głównej bohaterki, których wyniki decydują o rozwoju akcji. Już niepokojąca scena inicjalna zapowiada, z jak trudnymi wyborami będzie musiała się zmierzyć Malena i jak wiele będzie zależało od jej własnej determinacji i siły charakteru. Z jednej strony bowiem szalenie pragnie mieć dziecko, wychowywać je od najmłodszych lat, stworzyć szczęśliwą rodzinę, a z drugiej waha się, czy nadaje się w ogóle na matkę i mocuje się z przeszłością. Bohaterka musi poradzić sobie też z wątpliwościami natury moralnej wynikającymi z faktu odbierania Marceli potomka oraz nielegalności procedury adopcyjnej. Mimo pomocy ze strony partnera i przyjaciela, Malena usiłuje działać samodzielnie. Jest niezależna i uparta, a to w połączeniu z silnymi emocjami niekoniecznie pozwala jej podejmować najlepsze decyzje. Skomplikowana sytuacja, w którą zostaje wrzucona, pozwala nam zobaczyć tę postać w różnym świetle i bardzo utrudnia powierzchowną ocenę. Znakomita jest zwłaszcza scena gwałtownej rozmowy, po tym jak Marcela odmawia wyniesienia dziecka ze szpitala. Malena wybucha, na chwilę zapomina o olbrzymim cierpieniu prawdziwej matki, by zaraz ją przeprosić, objąć i okazać współczucie. Właśnie dramatyczne zderzenie dwóch kobiecych perspektyw stanowi największą wartość filmu. Malena, zamożna lekarka ze stolicy, marzy o spełnieniu w macierzyństwie i utworzeniu rodziny, bierze los w swoje ręce pomimo wątpliwości i nieoczekiwanych trudności. Robi kolejne kroki na drodze do zdobycia dziecka, nie dlatego, że za wszelką cenę chce osiągnąć zamierzone, odsuwając kwestie etyczne i prawne na drugi plan, lecz stopniowo zyskuje coraz głębszą wiarę w odmianę własnego życia. Natomiast Marcela, uboga matka trójki dzieci, decyduje się oddać kolejnego potomka, by zapewnić mu lepszą przyszłość, uwolnić go od biedy i braku perspektyw, licząc przy tym na drobny zysk. Jest rozdarta, ale świadomość beznadziejnej egzystencji jaką prowadzi, wygrywa z refleksją nad konsekwencjami i prowadzi ku radykalnemu działaniu. Kobiety pochodzą z dwóch odmiennych światów, pozornie nic ich nie łączy, ale obydwie działają przecież ze szlachetnych pobudek i szukają odpowiednich rozwiązań. Choć Lerman akcentuje różnice klasowe, nie zapomina o wrażliwości i szacunku do swoich bohaterów, nie ucieka w proste podziały. Dość wyraźnie prezentuje za to brutalny rozdział między sytuacją społeczno-ekonomiczną argentyńskiej prowincji i miasta. Świadomie buduje nasze wyobrażenie o peryferiach jako o przestrzeni odludnej, niemal dzikiej, która rządzi się własnymi prawami. Niemal 90% obywateli Argentyny mieszka już bowiem w miastach, kolejni też chcą migrować i uciec z fatalnego położenia. Wreszcie kluczowym zagadnieniem wydaje się być problem nielegalnej adopcji. Dzięki spokojnie prowadzonej narracji odkrywamy stopniowo, jak doskonale zorganizowano ten proceder i ile osób jest w niego zamieszanych. Lokalne elity tworzą niemalże mafijne struktury odpowiedzialne za wyłudzanie pieniędzy i tworzenie lewych papierów, a chętnych do adopcji przybywa. Najmniej zyskują na tym oczywiście najubożsi.

 

Chociaż w ostatnim akcie filmu Lerman idzie trochę za daleko i może zostać przez niektórych posądzony o zbyt bujną wyobraźnię, udaje mu się błyskotliwie domknąć opowieść. Zaskakująco odwraca role i przekonuje, że prawdziwe macierzyństwo zaczyna się dopiero wtedy, kiedy to, co najlepsze dla dziecka staje się absolutnym priorytetem. Nie pozostawia nas jednak z przesadnym optymizmem, bo wie, że taka postawa, choć najszlachetniejsza, wiąże się z wielkimi wyrzeczeniami i wymaganiami.

 

Ocena: 7,5/10

 

Student filmoznawstwa (nie z przypadku). Wielbiciel kina irańskiego, czeskiego, chińskiego, koreańskiego. Uważa, że kamera filmowa została wynaleziona po to, by Chan-wook Park mógł nakręcić Oldboya.