Pozytywne opinie o „Lady Bird” wyprzedziły sam opis filmu. Najpierw zatem wiedzieliśmy, że jego godny zobaczenia, a może i nawet konieczny do obejrzenia w tym roku, a dopiero później, iż jawi się jako opowieść o dorastaniu. Nie oszukujmy się, produkcja zaklasyfikowana jako kino młodzieżowe o dojrzewaniu nie brzmi zachęcająco przede wszystkim z uwagi na przesycenie rynku tego typu obrazami. Wewnętrzna sprzeczność niepozwalająca się zdecydować, czy po „Lady Bird” sięgnąć lub nie zdaje się być najtrudniejsza do przezwyciężenia. Później jest już tylko z górki.

(Nie)stety ani zwiastun, ani opis fabuły nas nie oszukują – drugie dzieło w dorobku Amerykanki Grety Gerwig, którą częściej widujemy jednak po drugiej stronie kamery, to film o zbuntowanej nastolatce. Choć zagraniczne serwisy okrzykiwały go mianem nietypowej czy niepowtarzalnej tragikomedii, nie wydaje mi się, aby „Lady Bird” było aż tak unikatowe, choć niewątpliwie należy pochwalić Gerwig za naprawdę solidny scenariusz. Fabuła opowiada historię Christine, samej nadającej sobie tytułowe imię, która mierzy się z głównie ze własnymi słabościami oraz z wyobrażeniem swojej osoby przez matkę, choć może to jednak jej wyobrażenie? Prezentowane wydarzenia trudno nazwać spójną opowieścią, pomimo że nie mamy szczególnych przeskoków w czasie. Trudno poczuć ciągłość wydarzeń, oglądając losy dziewczyny, i trudno stwierdzić, czy jest to zamierzony zabieg, czy efekt takiego a nie innego montażu scen. Ponadto film Amerykanki stanowi pewnego rodzaju hybrydę – ani nie jest to subiektywna wizja bohaterki, ani obiektywna narratora – widz, zawieszony gdzieś pomiędzy światami, zagłębia się w rzeczywistość Christine, przeżywając razem z nią bolączki dzisiejszych nastolatek. Niezrozumienie, chęć niezależności, pierwsze eksperymenty, pierwsze prawdziwe rozczarowania – wszystkie przeżycia prowadzą do samowzmocnienia.

„Lady Bird” to przede wszystkim popis aktorski Saoirse Ronan, która stale już gości na dużym ekranie. Młoda aktorka o bogatym dorobku artystycznym bez trudu poradziła sobie z tą rolą, popisując się niebywałą naturalnością oraz charyzmą. Przy tak silnie scharakteryzowanej osobowości giną gdzieś pozostawione na dalszym planie pozostałe postacie. Zwłaszcza rozczarowująco rysuje się sylwetka matki odgrywana przez Laurie Metcalf, która stanowi jedynie nieciekawy dodatek – podobnie należy określić rolę ojca. Z uwagi na skupienie uwagi widza na Christine, inni bohaterowie, którzy przecież nieodłącznie wpływają na charakter dziewczyny, stają się nijacy, a tym samym nieciekawi.

Nie ukrywam – liczyłam, że seans „Lady Bird” będzie jakimś przełamaniem w moim życiu, a przynajmniej zaliczę ten film do projekcji, do których myślami powraca się nad wyraz często. Jednak po kilku dniach zauważyłam, że nie tylko produkcja nie zmusiła mnie do szczególnej refleksji, ale co więcej szybko o niej zapomniałam. Oczywiście, w znacznej mierze jest to reakcja na pozytywne opinie o filmie, które zaostrzyły mój apetyt do granic możliwości. Okazuje się jednak, że film Gerwig to dobra pozycja repertuarowa – zarówno pod względem scenariusza, jak i wykonania, z którą warto się zapoznać oraz polecić znajomym z całego serca. Nie będzie to natomiast seans, który wgniecie widza w kinowy fotel tak, że będzie wpatrywał się w napisy końcowe aż po ich kres.

Czuję się trochę oszukana, bowiem miał to być niezapomniany film, a wyszła z tego projekcja dobra, jednak szybko umykająca z pamięci. „Lady Bird” z uwagi na swoją narrację z pewnością przykuwa uwagę, ale jednocześnie nieznacznie męczy brakiem wrażenia ciągłości, do której przywykliśmy w kinie. Widownia, jak i sama Greta Gerwig, drugą produkcję Amerykanki powinni zaliczyć do udanych, jednak pozostaje pewien niedosyt – mam szczerą nadzieję, że następny obraz jej twórczości będzie jeszcze lepszy.

Ocena: 7/10

 

Nieustraszona pogromczyni każdej pozycji filmowej bez względu na to, czy ma zmierzyć się z klasykiem kinowym, czy polską komedią romantyczną. Dzień bez obejrzanego filmu, jest dniem straconym. Jej mottem życiowym jest: good films make your life better, choć kino klasy B także ma swój urok.