Najgorsze, co można zrobić z komedią, to stworzyć jej profil w internetowej bazie i dać użytkownikom możliwość jej oceniania. Każdy ma swoje poczucie humoru, oparte na własnych przeżyciach, upodobaniach, obejrzanych memach i serialach. Z tego powodu boli mnie 5.7 na IMDB dla Wielkiego Zimna. Moim zdaniem jest to świetnie zagrana czarna komedia, łącząca w sobie bezgraniczny sarkazm, dystans do własnej nieporadności oraz wiele absurdalnych sytuacji, które są tak przykre, że aż śmieszne.

Małe prowincjalne miasteczko przygotowuje się do obchodów Bożego Narodzenia. Z nachodzących świąt nie cieszy się tylko właściciel zakładu pogrzebowego Edmond Zweck, ponieważ już od miesiąca nikt nie udał się w swoją ostatnią podróż w zaświaty. Popijając niezidentyfikowany azjatycki napój alkoholowy w „chinolu” naprzeciwko własnego zakładu, zastanawia się nad ogłoszeniem bankructwa. Niespodziewanie jednak do jego biura weszła Bardzo Szlachetna Pani, która należycie chciałaby pożegnać się ze swoim zmarłym mężem. Tego zamówienia Zweck nie może stracić…

Wielkie zimno to czarna komedia dla wymagających. Niezmiernie mi w niej imponowało, że reżyser swoją pocieszną narrację budował na niedopowiedzeniach. Jego humor był ledwo zauważalny, jednak skojarzywszy, o co chodziło, sala wybuchała śmiechem. Druga ważna rzecz: żaden z żartów nie dotyczył seksu. Nie żeby był on dla mnie tabu, raczej uważam to za pójście na łatwiznę. Cirque du Soleil świetnie broni się bez zwierząt. Wielkie zimno pokazało klasę, nie odwołując się do brudnego śmieszkowania. To jest takie poczucie humoru, którego z dużych ekranów ostatnio raczej nie słychać i zdecydowanie takie, którego nie będzie wstyd oglądać z rodzicami. Na oddzielną uwagę zasługują dialogi: są one dokładnie takie, jakie powinny być. Niesamowicie naturalne, świetnie wpasowane frazy, beż żadnej pretensjonalności. Bohaterowie są jacy są, komiczni, zabawni i idealnie harmonijni. Pomimo faktu, że dla reżysera Gérarda Pautonniera to praca debiutowa, posiada on już doskonałą umiejętność grania drugim planem. Rudzi bliźniacy, którzy nie mówią prawie nic, kradną całe show. Ksiądz nie potrzebuje zbyt dużo czasu na ekranie, żeby być zapamiętanym jako jedna z najbardziej komicznych postaci 2017 roku (przynajmniej dla mnie). Co ciekawe, zdjęcia zostały wykonane w Małopolsce.

I tak to wszystko się toczy, powolnie, pewnie i bardzo zabawnie, dopóki 15 minut przed końcem filmu nie następuje wielkie WOW: niesamowita i niewiarygodnie zaskakująca kulminacja. Ale tylko tyle można o tym powiedzieć, bo resztę musicie zobaczyć sami.

To, z jaką klasą Gérard Pautonnier naśmiewa się z naszej codzienności, przypomina geniusza Aki Kaurismaki. Wielkie zimno jest pełne ciętych żartów z naszego ego, a z drugiej strony wywołuje dużo uśmiechu przy każdej scenie, kiedy na ekranie pojawia się starsza pani, żywiołowość której upewnia nas, że sama nie szybko skorzysta z usług Edmonda Zwecka.

Ocena: 9/10

 

 

 

Jestem zapałką – od razu zapalam się pomysłami, przedsięwzięciami, ciekawością ludzi. Uwielbiam kino, dla beki pójdę nawet na “50 shades of grey”. I tylko jeden jedyny film zasługuję u mnie na 10/10: “Control” Antona Corbijna.