W 2017 roku na ekrany kin wszedł wychwalany przez Polaków film Piotra Domalewskiego o świątecznym tytule „Cicha noc”. Tłumy ludzi udały się na ten patologiczny dramat, a zdobyte nagrody świadczyły o wielkim sukcesie. Wielokrotnie czytaliśmy o najbardziej kontrowersyjnym i proszącym się o krytykę dziele, jednak mimo tego, „Cicha noc” przyjęła się wspaniale, a oglądanie jej nie było męczarnią. Natomiast w 2018 roku mamy kolejny dramat tym razem reżyserii Małgorzaty Szumowskiej, który porusza podobne tematy co zdobywca Orła. Szumowska, tworząc „Twarz”, nie bała się włożyć kija w mrowisko  głęboko, licząc, że będzie to akt wielkiej odwagi i sprzeciwu według tego dzieje się w naszym państwie. Jednak jest to pseudo prowokacja, którą mało kto odbiera na poważnie. Przedstawia przerysowaną polskość do granic możliwości, krytykuje wszystko, co jest odbierane za typowo polskie – kościół, wieś i rodzina, no, ale te tematy były już i ile razy można to powtarzać? Jeszcze je wyolbrzymiając.

Historia Jacka sama w sobie jest kontrowersją. Chłopak z małego miasteczka, uważany za odludka poprzez długie włosy, miłość do heavy-metalu, wielokrotnie utożsamiany z przedstawieniem zła. Pomimo tego, chodzi do kościoła i daje pieniądze miejscowym żebrakom, a co najważniejsze bierze udział w budowie „Największego pomnika Chrystusa”. Już na samym wstępie spotykamy się z dużą ilością kontrastów, która nie jest przedstawiona poprawienie. Realia „polskich wsi” nijak mają się do tego, jak wygląda rzczywistość. Podczas budowy zdarza się nieszczęśliwy wypadek, który wpływa na dalsze życie mężczyzny. Głównego bohatera czeka przeszczep twarzy, nowość na rynku przeszczepów. Sprawa uzyskuje medialny rozgłos, a całą telewizyjną ramówką zajmuje się, nie kto inny jak, coraz to młodszy Krzysztof Ibisz. Operacja przebiega pomyślnie, ale Jacek sprzed operacji to nie ten sam Jacek. Mężczyzna po powrocie do rodzinnego miasta spotyka się z wielką zaściankowością i niechęcią w odbiorze jego nowego wizerunku.

Sam początek jest nijakim wprowadzeniem w całą historię, którą serwuje nam Szumowska. Później tylko zaczyna się atak na każdy możliwy polski aspekt, społeczność, obyczaje, sposób postrzegania świata. Nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby więcej elementów odnosiło się do realnego życia, a większość stała się ogromną karykaturą. Pomysł na film nie jest zły, posiada potencjał, niestety nie został on wykorzystany należycie. Szumowska zdecydowała się na wielki festiwal stereotypów, który nawet na chwilę nie zostaje przerwany. Wyciąga najbardziej wynaturzone objawy polskiego społeczeństwa, następnie podnosząc je do maksimum. Przecież, nie możemy zapomnieć, że każda dziewczyna po stracie miłości życia zostanie zaliczona przez kilku pijaków w miejscowej knajpie. A za zwierzchnika moralności uznaje się księdza, który dokładnie mówi jak powinna funkcjonować rodzina. Natomiast pomnik Jezusa musi patrzeć na Częstochowę.

Szumowska nie wniosła nic odkrywczego, powiela nam znakomicie znany schemat polskich dramatów. Rodzina z małej miejscowości, która musi spotkać się ze złem i wejść w pewnego rodzaju nowoczesność. Stworzyła coś na kształt zjednolicenia „Cichej nocy” Domalewskiego i „Bogów” Palkowskiego. Szkoda, że to prawie idealne połączenie, nie zgodziło się z naszymi zamysłami, a mimo wszystko to dało się zrealizować. Ważniejszy jest wszechobecny hype na wyolbrzymiony obraz polskiej zaściankowości albo nudnawej komedyjki Vegi.  Licząc na baśń, otrzymaliśmy jej całkowite zaprzeczenie, wypełnione kiczem i muzyka disco polo, graną przez miejscowych artystów.

Ocena 3/10

Największa fanka autocada i BIMu. Hobbistycznie miłośniczka malarstwa XIX i XX wieku z naciskiem na: Degasa, Klimta i Bacona. W czasie wolnym szuka filmu idealnego, po którym z czystym sumieniem będzie mogła określić X muzę sztuką.