Pierwsza część Deadpoola została przyjęta bardzo entuzjastycznie, widzowie pokochali postać graną przez Ryana Reynoldsa, pełną czarnego i prostego humoru. Sympatia do głównego bohatera zaowocowała powstaniem kontynuacji o przygodach x-mena na stażu, a czy również dobrego – zdania są podzielone. Ten „wybryk” Marvela możemy zaliczyć przede wszystkim do gatunku filmów udanych, gdzie bawią nas pseudo śmieszne teksty oparte w głównej mierze na wulgaryzmach. Poziom gimnazjum, a dozwolony od 16 lat. Mimo tego i tak większość z nas się wybierze, poświęcając dwie godziny na niezbyt ambitną rozrywkę, ale co najważniejsze nowy Deadpool bawi.

W życiu Wade’a Wilsona nastąpiły pewne zmiany, nie tylko związane z wypadkiem, któremu uległ w ostatniej części. Główny bohater traci bliską osobę, w związku z czym zaczyna wegetować, zapominając o tym, co dzieje się w świecie. Za sprawą dawnego przyjaciela – Colossusa zaczyna „jakoś” żyć u boku x-menów. Fabuła nie przygniata odbiorców ogromną ilością informacji, jednak twórcy przenoszą historię na wiele płaszczyzn i do wielu miejsc, a wydarzenia dzieją się nie tylko w dobrze znanych nam lokalizacjach, ale również w więzieniu, do którego trafi tytułowy bohater. Spokojnie, nie martwcie się, i tak z tego wyjdzie za pomocą super mocy i swojego nowego kompana – Russela – dzieciaka z lekką nadwagą i problemami w ośrodku wychowawczym. Jak na superbohaterską produkcję przystało, spotkamy się z „czarnym charakterem” – Cablem, który za wszelką cenę chce pozbyć się chłopaka z powierzchni ziemi.

Film został skonstruowany w przeciętny sposób, anegdoty i różne gagi są równomiernie wyważone, na tyle, że nie czujemy wielkiego przesytu podczas seansu. Leitch bawi się z widzem, podrzucając mu, nie wiadomo z której strony, ociekające czernią dowcipy na umiarkowanym poziomie. Czarny humor, jak i memy, a przede wszystkim żarty o wychowawcach pedofilach kiedyś się nudzą, a twórcy Deadpoola nadal uważają je za zabawne, jestem pewna, że po seansie będziecie czuć przesyt. Podczas tych dwóch godzinach paplaniny Reynoldsa jesteśmy w stanie mu to wybaczyć, bo jego postać naprawdę słynie z gadulstwa, szkoda, że nie jest to jego supermoc. W zachowaniu bohatera nie spotkamy ciągłości, a nawet momentami będziemy zastanawiać się, czy nadal obserwujemy na ekranie tę samą postać. Sprośne żarty zmieszane z piosenkami z Krainy Lodu, dialogi wypełnione wulgaryzmami i rodzicielska opieka. Te elementy wprowadzają dysonans w odbiór całej produkcji. Pojawia się wiele nawiązań do popkultury, od których stażysta x-menów jest prawdziwym specjalistą. Do plusów możemy, już standardowo, zaliczyć ścieżkę dzwiękową, na której Marvel, jak zawsze skupił największą uwagę. Muzyka wpasowuje się w ujęcia, idealnie oddaje sceny walk i dziejącej się akcji. Nie możemy zapomnieć o śpiewanym przez Reynoldsa „Ulepimy dziś bałwana” w różnych wersjach i dowolnej interpretacji. Jak nie dla przystojnego Reynoldsa to chociaż dla jego wykonania piosenki z Krainy Lodu należy wybrać się do kina.

Film nie zawiedzie odbiorców, o ile przymknie się oko na swobodne zachowanie tytułowej postaci. Pewnym jest, że z tej produkcji każdy z nas wyniesie podejście Deadpoola do świata i komiczne zwroty, których zwykł używać. Realizacja jak najbardziej godna uwagi i poświęcenia czasu. Szkoda, że brakuje hype’u, a fanów Deadpoola coraz gorzej znaleźć. Nie ma się czemu dziwić, skoro maj 2018 obfituje w najlepsze premiery roku.

Ocena: 7.2/10

Największa fanka autocada i BIMu. Hobbistycznie miłośniczka malarstwa XIX i XX wieku z naciskiem na: Degasa, Klimta i Bacona. W czasie wolnym szuka filmu idealnego, po którym z czystym sumieniem będzie mogła określić X muzę sztuką.