Filmy zapadają ludziom w pamięć z wielu powodów. Czasem bywa to wynikiem nietypowego podejścia do tematu, uzyskania bardzo pochlebnych recenzji ze strony krytyków bądź publiczności, ewentualnie zdobycia wielu nagród filmowych. Jednakże podobnie jak w przypadku innych reguł i od tej są wyjątki. Pierwszym z nich niewątpliwie był Ed Wood i jego „kariera“, drugi jest bardziej współczesny — Tommy Wiseau i The Room. To właśnie temu tajemniczemu reżyserowi swoją najnowszą produkcję poświęcił James Franco.

The Disaster Artist, bo tak brzmi pełny tytuł, ukazuje fragment życia Tommy’ego rozciągający się od poznania Grega Sestero aż do premiery The Room. Główny nacisk został jednak położny na okres zdjęciowy do tego niewątpliwego arcydzieła. Historia z jednej strony potrafi rozbawić, ale z drugiej obserwujemy Tommy’ego jako reżysera niemalże autorytarnego, nieznoszącego sprzeciwu i realizującego wszystko wedle własnych pomysłów, nawet kosztem zmiany obsady czy ekipy. The Disaster Artist to również opowieść o pogoni za własnymi marzeniami, tak ciężkimi momentami do spełnienia. O realizacji swojego „amerykańskiego snu“ boleśnie zweryfikowanego przez rzeczywistość.

Jeszcze w styczniu mogło wydawać się, że oscarowego zwycięstwa Jamesowi Franco nikt nie odbierze. Jego kreacja Tommy’ego była naprawdę zachwycająca. Aktor był nawet w stanie odwzorować specyficzny akcent Wiseau oraz jego styl bycia. Śmiało zaryzykować można twierdzenie, iż na czas zdjęć zamienił się w niego. Wszystko uległo pogorszeniu zaraz po gali Złotych Globów — pod adresem Franco zaczęły pojawiać się oskarżenia dotyczące molestowania, co pozbawiło aktora szansy na Nagrodę Akademii Filmowej. Całkiem udany występ zaliczył także młodszy z braci, Dave, grający Grega Sestero. Pomysł obsadzenia rodzeństwa w rolach dobrych przyjaciół sprawdził się znakomicie — widać między nimi doskonałe zrozumienie, dzięki czemu wypadają w swoich rolach wyjątkowo naturalnie. Pozostała część obsady została dobrana na trochę podobnej zasadzie, więc w produkcji możemy zobaczyć Setha Rogena, często współpracującego z Jamesem, czy Alison Brie, żonę Dave. Wszystkich ich łączyła jeszcze jedna cecha — doceniają oni komediowy potencjał The Room i są jego fanami. Zaowocowało to zaangażowaniem w całość, co przekłada się na ostateczny wygląd The Disaster Artist.

Franco nie tylko udało się perfekcyjnie odwzorować postać Tommy’ego, ale również odtworzyć najbardziej kultowe sceny tak, iż możliwe jest pomylenie oryginalnej produkcji z wersją stworzoną przez Franco. Podkreślają one jeszcze bardziej świetną robotę wykonaną przez całą ekipę, naprawdę solidnie zapoznaną z materiałem źródłowym. Warto także nadmienić, że porównanie owych scen znajduje się w samym filmie, tuż przed napisami końcowymi, po których zaś pojawia się małe cameo, wiele znaczące w kontekście całej produkcji.

Podsumowując, James Franco, niczym trochę Tim Burton, postanowił zmierzyć się z historią reżysera uznawanego przez wielu za najgorszego w historii. Wychodzi z tego pojedynku zwycięsko, gdyż dzieło przez niego stworzone nie jest jedynie prostą w konstrukcji komedyjką, z której można się bez problemu pośmiać. To opowieść o rozczarowaniu i niemożności realizacji swych planów, ale także o walce z każdą napotkaną przeciwnością losu. Kto wie, może za parę lat Franco powróci w roli Tommy’ego, żeby ukazać historię najnowszego filmu Wiseau — Best F(r)iends? Jeśli zrobi to w stylu podobnym do The Disaster Artist możemy być pewni dobrego seansu.

Ocena: 8/10

Student filmoznawstwa, wielki pasjonat filmów i dobrej muzyki. W wolnych chwilach zawsze coś ogląda, by mieć co zrecenzować. W związku z tym najłatwiej go spotkać w kinie.