Tom Cruise w ostatnich latach kojarzy się widzom głównie z filmami akcji, w których najczęściej obserwujemy, jak postać grana przez amerykańskiego aktora ratuje czy to świat, czy to swoich bliskich. Oczywiście najbardziej znaną serią skupioną głównie na tym motywie jest bez wątpienia Mission: Impposible, bazująca na serialu z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Nie tak dawno temu w kinach zawitała kolejna już, szósta, mówiąc dokładniej, część przygód Ethana Hunta. Czy Tom Cruise nadal zachwyca w kinie sensacyjnym?

Fabuła nie należy do jakoś specjalnie skomplikowanych i pewnie znana będzie każdemu, kto lubi filmy tego gatunku — amerykańscy agenci kolejny raz muszą ratować świat, któremu grozi katastrofa, tym razem o podłożu nuklearnym, o czym zresztą informuje nas sam tytuł. Jak można się spodziewać, będzie to niezwykle trudne zadanie, często stawiające życie naszych bohaterów w stan zagrożenia, choć główne postaci nie umierają nigdy. Żałować można, że potencjalnie ciekawy plot twist został bardzo szybko przestawiony i wyjaśniony odbiorcom, co całkowicie pozbawia jakiegokolwiek zaskoczenia, gdy zostaje on odkryty przez Ethana i resztę.

Co by nie mówić o Tomie Cruise jako aktorze, tak przyznać trzeba, że kino akcji mu służy, a szczególnie postać Hunta, w która wciela się już dość długo. Od razu warto przypomnieć, że Cruise wszystkie wyczyny kaskaderskie wykonuje na planie samodzielnie, bez pomocy kaskadera, co nie raz narażało jego życie czy zdrowie na uszczerbek. Podobnie zresztą było i w tym przypadku, gdy podczas kręcenia jednej z sekwencji złamał on nogę w kostce, a zdjęcia zostały zatrzymane na kilka tygodni. Także należy tutaj podkreślić, że sceny kaskaderskie w Mission: Impposible – Fallout powstawały bez użycia green screena, popularnego w innych produkcjach.

Pozostała część obsady również nie rozczarowuje. Ving Rhames i Simon Pegg jako bliscy współpracownicy Hunta wypadają całkiem dobrze, choć równocześnie nie jakoś wybitnie. Trochę więcej ekranowego czasu niż oni dostaje Henry Cavill, znany głównie z portretowania Supermana. Jego rola jest dość znacząca w fabule, dlatego nie chcę specjalnie spoilerować i psuć przez to zabawę innym, jednak muszę podkreślić, że odnajduje się on w takiej postaci. Ogląda się go na ekranie naprawdę przyjemnie i, moim zdaniem, spokojnie wybija się on ponad Rhamesa i Pegga, lecz do Cruise mu wciąż trochę brakuje.

Jedynym moim problemem z filmem, choć dotyczącym bardziej całego gatunku, jest kwestia ciągłego wystawiania bohaterów na wszelkie zagrożenia, co w założeniu ma powodować u widza niepokój tym, czy oni przeżyją. Jednak należy pamiętać, że mówimy tutaj o dość znanej i przynoszącej zyski seri, więc zabicie obecnie postaci granej przez Toma Cruisa mogłoby zostać odebrane jako swego rodzaju strzał w kolano, tak samo jest z innymi postaciami występującymi już od pierwszej części. Podobny problem mam z wątpliwościami dotyczącymi tego, czy protagoniście uda się ocalić świat. No bo przecież jedna, konkretna odpowiedź mogłaby oznaczać brak przyszłych Mission: Impposible. Trzeba jednak przyznać dziełu Christophera McQuarriego, że stoi na znacznie wyższym poziomie niż inny film o służbach specjalnych niż ostatnio oglądana przeze mnie Czerwona jaskółka. Scenarzysta Podejrzanych nie sili się przynajmniej na kolejne męczące i nudne plot twisty, pozwalając widzowi czerpać przyjemność ze scen akcji.

Podsumowując, Mission: Impposible – Fallout jest dokładnie tym, czego się można było spodziewać przed premierą — solidnym filmem sensacyjnym, który powinien przypaść do gustu fanom serii nie nudzącym przy tym ludzi całkowicie niezaznajomionych z postacią Ethana Hunta. Nie pozostaje teraz nic innego, jak czekanie na kolejną kontynuację przygód Amerykanina.

7/10

 

Student filmoznawstwa, wielki pasjonat filmów i dobrej muzyki. W wolnych chwilach zawsze coś ogląda, by mieć co zrecenzować. W związku z tym najłatwiej go spotkać w kinie.