Jon M. Chu to amerykański reżyser, znany głównie z produkcji takich jak dwie części serii Step Up, Iluzji 2 czy też dokumentów poświęconych Justinowi Bieberowi. Jego filmy nie odnosiły jakichś przesadnych sukcesów, podobnie zresztą jak on sam. Czy najnowsza produkcja nakręcona przez niego, Bajecznie bogaci Azjaci, oparta na noweli Kevina Kwana o tym samym tytule, ma szansę zmienić ten status?

Nick Young to, zdawałoby się, zwyczajny amerykański student z korzeniami w Azji. A przynajmniej tak jego obraz postrzega Rachel Chu, prywatnie partnerka Nicka. Używa on jej konta netflixowego, żadną swoją aktywnością nie sprawa wrażenia osoby pochodzącej z niesamowicie bogatej i popularnej rodziny. Wszystko zmienia wyjazd do Singapuru na ślub przyjaciela chłopaka, Collina. Bardzo szybko okazuje się, że krewni Nicka nie do końca zgadzają się na związek dwójki głównych bohaterów. Szczególny prym wiedzie tutaj matka, Eleanor, sprawiająca wrażenie najbardziej zawiedzionej wyborem syna.

Bajecznie bogaci Azjaci to dość lekka i momentami naprawdę przyjemna komedyjka, choć w paru aspektach widocznie kuleje. Fabuła jest wyjątkowo schematyczna. Można w niej doszukać się nawet elementów zapożyczonych z Kopciuszka. W jednej i drugiej opowieści mamy do czynienia z kobietami pragnącymi wyjść za bogatszych od siebie i aby tego dokonać muszą stawić czoła wielu przeciwnością. W baśni Braci Grimm tymi przeszkodami stała się własna macocha i jej córki, a u Chu to krewni ukochanego. Inny jest także status obu bohaterek — Rachel to, było nie było, profesorka ekonomii na uniwersytecie (choć dla Eleanor nie ma to najmniejszego znaczenia, według niej zawsze będzie „kopciuszkiem“).

Niezaprzeczalnie plusem produkcji jest ta lekkość, z którą została ona nakręcona. Widać ją w wielu scenach, szczególnie zaś we wszelkiego rodzaju przyjęciach, szczególnie tym na statku. Dzięki temu to wszystko wygląda znacznie bardziej autentycznie, jesteśmy w stanie uwierzyć w prawdziwość scen przedstawianych, które dzięki ciekawej aranżacji przykuwają uwagę odbiorcy. Najpiękniejszą sekwencją jest jednak bez wątpienia ślub przyjaciela głównego bohatera. Sprawia on wrażenie niezwykle dokładnie przemyślanego i przeniesionego na taśmę filmową, przez co potrafi zapaść w pamięci.

Szalenie bogaci Azjaci oferują także wiele nawiązań do innych dzieł kultury. W scenie, w której bohaterowie lecą helikopterem usłyszymy Cwał Walkirii z dramatu muzycznego Walkiria Richarda Wagnera. Utwór ten został użyty również podczas lotu w Czasie apokalipsy Francisa Forda Coppoli. Kolejnym nawiązaniem, też poniekąd do Coppoli, znajdziemy już chwilę później, gdy bohaterka znajduje w swoim łóżku rybę. Oczywiście na ten widok od razu do głowy przychodzi Ojciec chrzestny i głowa konia znajdująca się w łóżku Woltza.

Świat multimiliarderów przedstawiony w filmie nie jest jednoznacznie piękny i pozbawiony problemów. Jednym z nich z pewnością będzie rodzina głównej postaci. Innym choćby niewierność małżeńska, której doświadczyła kuzynka Nicka, Astrid. Widać nawet majątek nie zapewnia prostego i usłanego różami życia.

Bajecznie bogaci Azjaci rysują się jako prosta, momentami nawet zabawna komedia. Może być dobrym wyborem, jeśli chcemy iść do kina i postawić po prostu na rozrywkę. Mimo wszystko ja jednak nie potrafię się oprzeć wrażeniu, że Jon M. Chu mógł wycisnąć ze swojego dzieła trochę więcej, dzięki czemu sam seans byłby trochę lepszy i trochę ciekawszy.

6/10

Student filmoznawstwa, wielki pasjonat filmów i dobrej muzyki. W wolnych chwilach zawsze coś ogląda, by mieć co zrecenzować. W związku z tym najłatwiej go spotkać w kinie.