Ari Aster jeszcze parę miesięcy temu należał do tych reżyserów, których nazwisko nawet najbardziej zagorzałemu miłośnikowi kina mówi niewiele. Amerykanin bowiem był kojarzony jedynie z paru krótkometrażowych produkcji. Wszystko zmieniło jego najnowsze dzieło — Dziedzictwo. Hereditary, zdobywające uznanie krytyków i widzów.

Historia ukazana w Dziedzictwie jest typowa dla wielu horrorów. Annie, Steve i ich dzieci to na pierwszy rzut oka zwyczajna rodzina, taka jakich w Stanach Zjednoczonych wiele. Annie zajmuje się tworzeniem makiet i modelów, a jej dzieci uczęszczają do szkoły. Wszystko zaburza śmierć i pogrzeb matki Annie, Ellen. Gdy kobieta zostaje złożona do grobu, wiele rzeczy w rodzinie się zmienia. Najbardziej widoczne jest to w Charlie, będącej najbliżej swojej babci. Nie mija wiele, a bohaterów spotyka kolejna, tym razem całkowicie niespodziewana tragedia. W tym trudnym czasie Annie może na szczęście liczyć na Joan, członkinie grupy wsparcia, do której sama uczęszcza.

Jeśli muszę pomyśleć o najmocniejszym punkcie Dziedzictwa, to pierwszym co przyjdzie mi do głowy będzie absolutnie wszechobecny dźwięk. Poprzez swoją, często stopniową, intensyfikację potrafi wywołać u odbiorcy przerażenie. Podobnie jest z tymi sekwencjami, w których zostaje on wyciszony. Dzięki ciszy widz powoli przygotowuje się na nadchodzący moment przerażenia, nie zauważając nawet, że ów moment cały czas trwa.

Słowa uznania należą się także obsadzie. Toni Collette wcielająca się w Annie zagrała niemal perfekcyjnie. Zadanie przed nią postawione nie było łatwe, wywiązała się z niego jednak znakomicie. Postać statecznej matki popadającej stopniowo w rozpacz i szaleństwo wyszła jej tak przekonująco, że nieraz potrafi przestraszyć samą swoją mimiką czy gestami, nie musi dodawać do tego niepokojącego zachowania. Sztuka ta udała się również Alexowi Wolffowi, filmowemu Peterowi. To jego bohater najlepiej ukazuje zdenerwowanie i niepokój wywołane przemianą matki, za co należy pochwalić młodego aktora.

W przypadku produkcji, której akcja rozgrywa się w większości w pomieszczeniach, nie jest łatwo oczarować odbiorcę zdjęciami. Pawłowi Pogorzelskiemu, operatorowi kamery, udało się to wybornie. Część ujęć, szczególnie tych dłuższych, z wolnymi ruchami kamery, wypada w całości praktycznie rewelacyjnie, szczególnie jeśli połączymy je ze wspomnianym dźwiękiem i muzyką autorstwa Colina Stetsona.

Ari Aster zdecydował się na stopniowanie nastroju w Dziedzictwie. Dzięki temu unikamy podczas seansów tak zwanych jump scareów, będących chyba najprostszą i przy tym najmniej wyrafinowaną metodą na zaskoczenie widza. Miast tego obserwujemy momentami naprawdę powolną akcję (choć daleko jej do slow cinema), przyspieszającą z każdą sceną i zmierzającą do finału. Finału, któremu jednak czegoś brakuje. Nie chcę zbytnio spoilerować i psuć zabawy mającym ochotę obejrzeć Dziedzictwo, wszak znajdziemy w nim parę zaskakujących plot twistów, ograniczę się więc do stwierdzenia, że jak dla mnie to zakończenie jest lekko przewidywalne, można się go spodziewać już od dłuższego momentu.

Dziedzictwo to na pewno ciekawa produkcja na tegorocznej mapie filmowej. Interesująco prowadzona akcja, potrafiąca zaintrygować i zainteresować przedstawianymi wydarzeniami, świetny montaż dźwięku, muzyka i zdjęcia, złożyły się w wyjątkowo udane i wielowątkowe dzieło, będące z całą pewnością gratką dla każdego miłośnika horroru. Pozostaje jedynie czekać na kolejne, zapowiedziane już, dzieło Ariego Astera.

8/10

Student filmoznawstwa, wielki pasjonat filmów i dobrej muzyki. W wolnych chwilach zawsze coś ogląda, by mieć co zrecenzować. W związku z tym najłatwiej go spotkać w kinie.