Rzadko który film wywołuje w naszym kraju takie poruszenie jak Kler Wojciecha Smarzowskiego. Dzieło mające ukazywać prawdziwe oblicze Kościoła Katolickiego w Polsce już w weekend otwarcia obejrzało prawie milion osób, a liczba ta wciąż rośnie i wkrótce dołączą do niej widzowie spoza Polski, bowiem Kler wyrusza na podbój rynków światowych. Jak to bywa z dziełami poruszającymi drażliwe i niewygodne tematy, doprowadził on do wielu dyskusji, a w opiniach o nim często pojawiają się porównania do Botoksu, filmu o rok starszego i również stanowiącego niejako rozliczenie z określonym środowiskiem. Trzeba jednak przyznać, że porównania te są krzywdzące dla Smarzowskiego — Kler to film wciąż kilka poziomów lepszy.

Głównych bohaterów, Kukułę (Arkadiusz Jakubik), Lisowskiego (Jacek Braciak) i Trybusa (Robert Więckiewicz) poznajemy w typowych dla Smarzowskiego okolicznościach — podczas picia przez nich alkoholu. Cała trójka jest księżmi, połączonymi przez pożar kościoła mający miejsce w przeszłości. Szybko okazuje się, iż duchowni wcale nie są tacy świeci, jak mogłoby się wydawać. Trybus utrzymuje kontakty seksualne ze swoją gosposią, do tego jest alkoholikiem, Kukuła zostaje oskarżony o pedofilię, Lisowski natomiast wciąż knuje i pragnie wyjechać do Rzymu, żeby tam rozwijać swoją karierę.

Największym zarzutem wysuwanym pod adresem Kleru jest antyklerykalizm, przyznać jednak trzeba, że owe uwagi nie są jakoś szczególnie odkrywcze. Oczywiście piętnuje i wylicza patologie Kościoła Katolickiego, ale naprawdę ciężko mi wyobrazić sobie sytuację, w której wątki i sceny z filmu są dla kogoś olbrzymim zaskoczeniem. Chyba że osoba taka była odcięta przez bardzo długi czas od wszelkich mediów. Swoje robi tutaj także sylwetka reżysera, wszak idąc na film Smarzowskiego, widz wie, że spodziewać powinien się dużych ilości alkoholu i wszechobecnej szarości. Niestety po pewnym czasie takie podejście do każdego tematu może się nudzić i nie sposób odnieść wrażenie, że reżyser powoli się wypala i powtarza utarte schematy, zmieniając jedynie postaci w nie wpisane. Jeden taki twórca na polskim rynku już jest i pozostaje mieć nadzieję, że szybko nie doczekamy się kolejnego.

Tym, co ratuje obraz Smarzowskiego z pewnością jest doskonała gra aktorska, szczególnie Arkadiusza Jakubika. Przyznać mu trzeba, że w ostatnim czasie jego kariera rozwija się wręcz doskonale, tym bardziej jeśli zwrócimy uwagę na fakt, iż jeszcze kilkanaście lat temu kojarzyć go można było głównie z rolą w 13 Posterunku 2. Wróćmy do Kleru. Jak już wspomniałem, i jak wiemy ze zwiastunów, bohater Jakubika zmaga się z oskarżeniami o pedofilię, więc przed artystą z pewnością nie stało łatwe i przyjemne zadanie. Mimo to wyszedł z całości rewelacyjnie, dziwi jedynie brak nagrody w Gdyni, która byłaby perfekcyjnym dopełnieniem wykreowania Kukuły. O ile Braciak i Gajos nie ustępują szczególnie Jakubikowi i śledzi się ich wątki z ciekawością, wynikającą również z dobrego odtworzenia tychże postaci, to historia Więckiewicza wypada znacznie, znacznie słabiej. Może to kwestia po prostu tego, iż opowieść o Trybusie znajduje się niejako na boku przez cały seans i nie zdradza ambicji, żeby zająć ważniejsze miejsce, jednak nie zmienia to faktu, iż jest ona przewidywalna i najzwyczajniej nudna, nie mówiąc już o tym, że Więckiewicz u Smarzowskiego odgrywał już kilku bohaterów zmagających się z alkoholizmem.

Ciężko oprzeć się wrażeniu, że Kler nie jest produkcją kompletną, której nic nie można zarzucić Część wątków bowiem widocznie odstaje, nie potrafiąc zaangażować odbiorcy. Smarzowski wciąż pozostaje więc niejako ofiarą swoich pierwszych filmów, do których poziomu ciągle nie powrócił. Na kolejną produkcję twórcy Domu złego jednak wszyscy będziemy zapewne czekać z niecierpliwością, wszak lubimy dokonywać tej wiwisekcji naszego podwórka, nawet jeśli wiemy, jaką prawdę przy tym odkryjemy.

7/10

Student filmoznawstwa, wielki pasjonat filmów i dobrej muzyki. W wolnych chwilach zawsze coś ogląda, by mieć co zrecenzować. W związku z tym najłatwiej go spotkać w kinie.