Prawdopodobnie każdy z nas kojarzy jakiś film gangsterski. Zazwyczaj są one dość schematyczne — wyraźny podział na dobrych i złych, pościgi, łamanie prawa. Obraz ten trochę zaburza w swym najnowszym dziele David Lowery, znany publiczności głównie z Ghost Story. Jego Gentleman z rewolwerem stanowi intrygujące podejście do tematu i równie zmyślne połączenie wielu konwencji, z których każda jest odpowiednio przekształcona.

Historia przedstawiana w Gentlemanie z rewolwerem ma swoje oparcie w prawdziwych wydarzeniach. Forrest Tucker przez całe swoje życie trudnił się napadami na bank i ucieczkami z więzienia. Choć czasy młodości ma już dawno za sobą, wciąż z nich nie rezygnuje. Gdy po jednym z rabunków jest poszukiwany przez policję poznaje, dość przypadkowo, Jewel. Między dwójką bohaterów powoli rodzi się nić porozumienia i przyjaźni.

Dzieło Lowery’ego z pewnością będzie zapamiętane jako ostatnia w karierze rola Roberta Redforda. Amerykański aktor znany z Żądła czy Zaklinacza koni postanowił odejść na emeryturę i zrobił to w naprawdę wielkim stylu. Ekranowy Forrest Tucker jest postacią niezwykle miłą i wzbudzającą wielką empatię u widza, śmiało można stwierdzić, że znalezienie podobnej byłoby niezwykle ciężkie. Pomaga mu w tym scenariusz i reżyser, który bardzo świadomie postanowił nawiązać w wielu sytuacjach do kariery Redforda — choćby poprzez umieszczenie scen nawiązujących do poprzednich występów amerykańskiego aktora lub motywów przywołujących jego filmografię. Podobnie sytuacja wygląda z Sissy Spacek. Razem tworzą oni doskonały duet, który ogląda się z olbrzymią satysfakcją. Warto tutaj także podkreślić, że większość istotnych dla fabuły postaci odgrywają aktorzy, mający już ponad sześćdziesiąt lat, wyjątkiem jest Casey Affleck i jego ekranowa żona, Tika Sumpter. Wydaje się to ciekawym rozwiązaniem, również fabularnie, by siły filmu nie opierać na młodym pokoleniu, jak czyni się to zazwyczaj w przemyśle kinowym i powierzyć główne role nie najmłodszym już artystom.

Gentleman z rewolwerem to nie tylko opowieść o napadach na banki i próbie złapania sprawcy. To przede wszystkim historia o upływającym czasie i widać to choćby na przykładzie postaci wspomnianego Caseya Afflecka — policjanta, który nie chce by przypominano mu o jego czterdziestych urodzinach czy też rozmów bohaterów o tym, że coraz mniej mają czasu na realizacje marzeń i dawnych planów. Z całości wybija się tylko Forrest, zawsze wesoły, uśmiechnięty i pewny, że owego czasu ma jeszcze wyjątkowo dużo.

Jak już wspomniałem we wstępie, Lowery nie boi się łączyć ze sobą przeróżnych konwencji i śmiało z nimi eksperymentować. W ten właśnie sposób otrzymujemy coś na kształt filmu gangsterskiego, ale głównymi postaciami w nim nie są bezlitośni przestępcy, tylko „gang emerytów“, a Forrest, szef tegoż gangu, nigdy nie strzelał podczas napadów z broni, choć zawsze nosi ją przy sobie. Uczucie rodzące się miedzy bohaterami może przywieść na myśl kino romantyczne i tutaj również Lowery nie boi się podejmować ciekawych rozwiązań, nie tylko w kwestii wieku, ale także w zakończeniu całej historii. Całość stylizowana jest natomiast na dzieła raczej typowe dla lat osiemdziesiątych, co ma odpowiadać czasowi akcji. Choć dla niektórych może to być męczące, ja osobiście muszę przyznać, że ma to w sobie pewny rodzaj magii, potrafiący przykuć uwagę do ekranu.

Podsumowując, Gentleman z rewolwerem to bardzo przyjemna i ciepła produkcja, skierowana do każdego, bez względu na wiek czy preferencje gatunkowe, bo zawsze można w nim odnaleźć coś dla siebie. Czy będzie to odpowiednio używany i subtelny humor, filozoficzne przesłanie, czy niemal postmodernistyczne gry z konwencjami, to zależy już od odbiorcy. Jedno natomiast jest pewne, ciężko przejść obok tego filmu obojętnie.

Ocena: 8,5/10

Student filmoznawstwa, wielki pasjonat filmów i dobrej muzyki. W wolnych chwilach zawsze coś ogląda, by mieć co zrecenzować. W związku z tym najłatwiej go spotkać w kinie.