Niedawno mieliśmy okazję zobaczyć Kapitan Marvel, na odpowiedź ze strony superbohaterskiego rywala nie musieliśmy długo czekać. W ten właśnie sposób 5 kwietnia na ekrany kin trafił Shazam! prosto od DC Comics. Po kilku nieudanych filmach DC idzie w zaparte i nadal tworzy według własnej wizji. Dwa miesiące temu podnieśli się, prezentując fenomenalnego Aquamana, a teraz proponują nam Shazam’a!. Czy DC stanie na nogi i pokaże, że też „umie w filmy” czy nadal będzie się trzymać jasno ustalonych schematów?

Shazam! to przede wszystkim produkcja familijna. Młody Billy Batson jest sierotą, którego matka porzuciła w wesołym miasteczku, a za cel postawił sobie jej odnalezienie. W notesie spisuje wszystkie potencjalne “matki”, jednak gdy lista się kończy, chłopak uświadamia sobie, że jest na świecie zupełnie sam. Nie wie, czym jest familia, jej ciepło i wsparcie, bo od każdej zastępczej ucieka po kilku dniach. Gdy trafia do państwa Vasquezów, towarzyszą mu te same pobudki, co zawsze. Billy zdaje sobie sprawę, że do tej rodziny również się nie wpasuje, a nowe rodzeństwo nie bardzo trafia w jego gusta. Najbardziej przeraża go wizja dzielenia pokoju z Freedym notorycznym gadułą opowiadającym niestworzone rzeczy oraz fanem superbohaterów poruszającym się o kulach. Chłopak, mimo wszystko, okazuje odrobinę serca i pomaga nowemu bratu w niesnaskach ze szkolnymi wandalami. Uciekając z miejsca zdarzenia, Billy trafia wprost do jaskini czarnoksiężnika, który chce ustanowić go swoim następcą w walce z siedmioma grzechami. Billy po wypowiedzeniu magicznego imienia Shazam! w milisekundę z chudego nastolatka przemienia się w pełnowymiarowego superbohatera z przerażająco białymi zębami.

DCEU dało swoim fanom stuprocentowy film familijny z dodatkowym morałem traktującym o wielkiej wartości rodziny. Seans bez wątpienia minie bardzo szybko, a poruszanie się w świecie Shazama przysporzy wiele rozrywki odbiorcom w każdym wieku. Szukając marvelowskiego odpowiednika, początkowo myślałam o Spidermanie. Ostatecznie podobieństwo padnie na tę słabszą gałąź komiksowego koncernu „na licencji Foxa” czyli Deadpoola, tylko w rodzinnej, milszej, a przede wszystkim ocenzurowanej wersji.

Bez wątpienia można zauważyć, że twórcy główną wagę przywiązali do humorystycznej części tej produkcji. Skupili się na tym, aby Shazam! był ulubieńcem odbiorców, wkładając w jego usta miliony żartów oraz prezentując ogrom gagów. Relacja Billy’ego i Freedy’ego w stuprocentach przepełniona jest zabawą. Nastolatek w ciele młodego mężczyzny sprawdził się fenomenalnie i jestem przekonana, że zbiorą rzesze fanów na długi czas.

Na pochwałę zasługuje wspaniały Zachary Levi wcielający się w superbohaterską wersję Billy’ego. Aktor realistycznie wczuł się w swoją rolę, a jego charyzma podbiła serca widzów. Natomiast na jeszcze większą pochwałę zasługuje Jack Dylan Grazer, który naturalnie i autentycznie przedstawił swoją postać. Razem stworzyli genialny duet, godny pozazdroszczenia. Moje serce skradli sekwencją iście youtuberską o nagrywaniu poczynań młodego, niepewnego swojej mocy Shazama!

Historia dzieje się w dwóch równoległych światach, tym “normalnym” zwykłym i złym przejętym przez Dr. Sivanę i jego siedem grzechów. Zcalenie ich przedstawia utopijną wersję świata, w którym władzę przejęły ciemne moce. Postacie są w pełni brzydkie i odpychające, ale po co ten cały realizm, który na dłuższą metę jest przygniatający. Jestem przekonana moralizatorskiego wkładu, a złe oblicza grzechów z pewnością, przestrzegą młodszych odbiorców, by ich nie popełniać.

Pewnie wielu zadaje sobie pytanie, czy wypuszczanie nowej hiperprodukcji, gdy cały świat fanów komiksów czeka na zwieńczenie Avengersów, ma sens, czy nie jest to z góry skazane na porażkę. Ma sens, jeśli tak jak DC nie kładzie się nacisku na ogromne wypromowanie filmu. Shazam! jest miłą przygodą, idealnie wpasowuje się w weekendowe, rodzinne wyjście do kina.

Ocena: 7/10

Największa fanka autocada i BIMu. Hobbistycznie miłośniczka malarstwa XIX i XX wieku z naciskiem na: Degasa, Klimta i Bacona. W czasie wolnym szuka filmu idealnego, po którym z czystym sumieniem będzie mogła określić X muzę sztuką.