Kapitan Marvel, nowe odkrycie Avengersów, a zarazem feministyczny manifest ze strony MCU, przyjęła się bardzo dobrze, a fani oszaleli na punkcie nowej superbohaterki. Jak na prawdziwą kobietę XXI wieku przystało, Brie Larson korzysta ze sławy, którą w tym roku przyniosło jej dołączenie do rodziny wielkiego koncernu filmowego uniwersum. Z faktu, że „jest na fali”, zdecydowała się wypuścić swój reżyserski debiut — Sklep z jednorożcami. Stworzony już w 2017 roku, dopiero w kwietniu 2019 ujrzał światło dzienne za sprawą Netflixa. Każdy z nas potrzebuje troszkę magii, a jeszcze bardziej tej dostarczanej z prawdziwego, czarodziejskiego świata! Wygląda na to, że Carol Danvers ma dostęp wszędzie – do Nibylandii również!

Nie ma na świecie dziewczynki, która chociaż przez moment nie myślała nad zaadoptowaniem małego, błyszczącego, tęczowego jednorożca – pełnego bezinteresownej miłości, najlepszego przyjaciela, codziennego towarzysza życia, nieodłącznego powiernika tajemnic, no i wreszcie MAGICZNEGO konia z błyszczącym rogiem! Kit, niestety nie wyrosła z tego marzenia, nadal żyje w niezwykle bezpiecznym świecie marzeń sennych. Każdy element w jej pojęciu rzeczywistości jest bardzo naiwne, wielobarwne i tęczowe. Dziewczyna nie posiada przyjaciół i nadal rozmawia z pluszakami podczas przedpołudniowej herbaty. Jednocześnie jest artystką, a jej sztuka skupia się na zaakcentowaniu fantazji sennych. Gdy jej twórczość nie została przyjęta przez nauczycieli, dziewczyna opuszcza szkołę i powraca do rodzinnego domu. Niestety brokat i zamiłowania do słodkiej, marzycielskiej kolorystyki jeszcze nigdy nie zostały docenione. Mimo wszystko chce pokazać rodzicom, że dorosła, ale kto uwierzy w jej słowa, skoro pozostawia za sobą ślady błyszczących drobinek. Aby ustosunkować się do swojej domniemanej dorosłości, Kit rozpoczyna pracę jako stażystka. Traktuje swoje zadanie niesamowicie poważnie, aż do momentu, gdy w jej boksie nie pojawia się brokatowa koperta z jej imieniem. Jest to nic innego jak zaproszenie do tytułowego sklepu z jednorożcami. Baśniowa Kit niemal natychmiast zjawia się w danym miejscu w celu zakupu wymarzonego jednorożca.

Świat stworzony przez Larson jest niezwykle naiwny – niczym nie przypomina odbiorcy szarej, nudnej rzeczywistości, bo tutaj przede wszystkim dominują magiczne kolory. Można spokojnie powiedzieć, że Larson stuprocentowo spełniła swoje marzenie z dzieciństwa. Stworzyła produkcję pełną bezpieczeństwa, harmonii i dziecięcej infantylności. Niestety zderzenie tego tworu z rzeczywistością nie wypada zbyt pomyślnie. Scenariusz zawiera sporo luk oraz opiera się na najgorszych stereotypach, jakie możemy przyjąć. Debiutantka nie do końca przemyślała konwencję, w jakiej chce stworzyć swoją historię, zakładając, że publika przyklaszcze widokowi jednorożca na ekranie. Pojawiło się wiele wątków, które zostały tylko zapowiedziane lub pojawiły się wyłącznie dla idei, nie mającej na celu przetrwać dalej. Najbardziej uderzyło we mnie przedstawienie pracy — szef próbujący umówić się ze stażystką na randkę, koleżanki z pracy — prawdziwe jędze, do tego należy dodać jeszcze całkowicie odrealniony pomysł stworzenia przedszkolnego występu w trakcie prezentacji.

Sklep z jednorożcami znacząco wybija się na tle Netflixowych produkcji dla nastolatków. Ogląda się go naprawdę bardzo przyjemnie, co więcej, wpisuje się w kryteria młodzieżowego, lekkiego filmu. Nie jest przesycony udawaną dorosłością, ani nie skupia się na okropnie krzykliwych romansach. Tutaj należałoby wspomnieć o relacji łączacej Kit z jedynym ludzkim przyjacielem — Virgilem. Ich więź jest niesamowicie autentyczna – nie doszukałam się w niej żadnych przerysowań, do których zdążył przyzwyczaić mnie Netflix. Para do zadań specjalnych sprawdza się bezbłędnie na ekranie. Tworzą doskonały duet, wprost wymarzony do adopcji jednorożca.

W produkcji zobaczymy również postać Samuela L. Jacksona, domniemanego mentora młodej gwiazdy, który znakomicie odegrał rolę sprzedawcy. Przyglądając się ich dialogom, odniosłam wrażenie, że widzę po raz kolejny współpracę Kapitan Marvel z Nickiem Furym. Oczywistym jest, że to Jackson kradnie swoją charyzmą totalnie każdą scenę, a wpasowanie go w rolę entuzjastycznego sprzedawcy sprawiło, że nasz wspólny zakup jednorożca przebiegał jeszcze ciekawiej! Smutne jest tylko to, że sama postać głównej bohaterki została przerysowana do granic możliwości. Jej portret osobowościowy i mentalność sprawiła, że czułam się, jakbym oglądała show w wykonaniu ośmiolatki. A nie tędy droga.

Twór, który otrzymaliśmy, skupia się na dokładnym zarysowaniu przede wszystkim głównej postaci, a tło traktuje po macoszemu. Dostajemy  w głównej mierze przedstawienie jednego aktora i, chyba już zaczynam się domyślać na kim zaczyna wzorować się wschodząca gwiazda reżyserii –  osiemdziesięcioośmioletni weteran tego gatunku będzie musiał ustąpić jej miejsca. Pomimo tego, Larson pokazała, że jest dobrą aktorką, umiejącą wcielić się w każdą rolę, jak i doskonale zapowiadającą się reżyserką. Liczę na to, że przedstawi szerszej publiczności jeszcze więcej swoich dziecięcych marzeń, a wraz z nią powrócimy do utęsknionego dzieciństwa.

Należy przyznać, że Larson potraktowała swój debiut filmowy jako pewnego rodzaju eksperyment. Widać, że chciała przemycić jak najwięcej innowacyjnych pomysłów do swojej pierwszej produkcji, co niestety ją zgubiło. W kilku przypadkach może uda się zauważyć ciekawe zabawy ujęciami, może nie na wysokim poziomie, ale zawsze coś. Urzekł mnie dialog Kit z Virgilem w sklepie budowlanym, a ich spacer między półkami z narzędziami sprawił, że na moich ustach pojawił się uśmiech – dał mi do zrozumienia, że może reżyserka tak wie, co robi. A film jest stworzony tak naprawdę przez Larson — Kit, małą dziewczynkę, której marzeniem było stworzenie opowieści o jednorożcu.

Mimo wszystko mogę powiedzieć, że naiwność i dziecinność tej produkcji nieopisanie mnie kupiła. Chwilami łapałam się na tym, że przypominałam sobie siebie w dzieciństwie – sama przecież przez wiele lat chciałam być szczęśliwą posiadaczką jednorożca. Sklep z jednorożcami to film-jednorożec, czyli bezpieczna przystań, do której prawdopodobnie jeszcze nie raz powrócę. Zapewne teraz jestem rówieśniczką Kit, a gdyby ktoś powiedział mi, że mogę mieć jednorożca, zachowałabym się równie dojrzale co główna bohaterka. Na świat wykreowany przez Larson, należy patrzeć z ogromnym przymrużeniem oka i zachować taryfę ulgową przy ocenie jej pierwszej produkcji. Powinno się mieć gdzieś z tyłu głowy fakt, że każdy autor próbuje za wszelką cenę przemycić do swojego manifestu cząstkę siebie. Brie postawiła na dziecięcą infantylność. Czemu więc Clint Eastwood może kreować się na zabójcę, przemytnika czy trenera boksu, a Brie Larson nie może zostać właścicielką jednorożca w swojej własnej produkcji?

Ocena: 7/10

Największa fanka autocada i BIMu. Hobbistycznie miłośniczka malarstwa XIX i XX wieku z naciskiem na: Degasa, Klimta i Bacona. W czasie wolnym szuka filmu idealnego, po którym z czystym sumieniem będzie mogła określić X muzę sztuką.