22 kwietnia 2019 roku cały świat pożegnał się z trzecią już fazą MCU. Miliony widzów śledziło losy ulubionych bohaterów i ich ostatnie potyczki w finałowej bitwie o ziemię. Do dziś wielu młodych i starych wspomina największe straty, jakie przyniosła wojna. Śmierć Tony’ego Starka widnieje na ustach całego świata – jedni opłakują, a inni szukają godnego następcy Iron Mana. Jak wszyscy dobrze wiedzą, świat bez Avengersów nie jest bezpieczny, ale czy ma kto go chronić?

            Cała historia Spider-Man: Daleko od domu dzieje się w szkolnej społeczności Parkera, tym razem na wycieczce szkolnej po Europie. Dzieciaki odwiedzą duże miasta i będą realizować kolejne punkty planu, a Parker, tak jak miało to miejsce ostatnio, będzie robić sobie krótkie przerwy od kolegów, aby ratować świat. Brakuje w nim Avengersów – każdy wrócił do własnych obowiązków po – mimo wszystko – wygranym starciu z Thanosem. Jednak Peter nie może poradzić sobie ze śmiercią swojego wieloletniego mentora i ogromnego przyjaciela. Jednocześnie potrzebuje chwili wytchnienia od ciągłego medialnego szału związanego z byciem Spider-Manem. Od bycia Avengersem – niestety lub stety – nie można odpoczywać, bo cały czas trzeba pilnować porządku na świecie. A zło atakuje z każdej strony – tytułowego bohatera spotka już pierwszego dnia pobytu w malowniczej Wenecji. Właśnie tam musi zmierzyć się z niebezpieczeństwem, jakim są żywiołaki. Dobrze, że ciotka May spakowała mu kostium!

              Spider-Man: Daleko od domu jest bardzo dobrym dodatkiem do głównej serii Avengersów. Nadaje on wakacyjnego rytmu, a co więcej, “dzieje się” w europejskich miastach, niezwykle bliskich fanom zamieszkującym stary kontynent. Film jest przyjemną podróżą, podczas której widz przypomni sobie o pięknie weneckich kanałów, romantycznym moście św. Karola w Pradze, czy ogromnych uprawach tulipanów w Holandii. Spider-Man: Daleko od domu jest filmem, któremu momentami bliżej do młodzieżowych dram rodem z produkcji Netflixa, aniżeli kina superbohaterskiego. Dzięki temu odbiorca ma szansę złapać chwilę oddechu od fizyki kwantowej czy skomplikowanych wizji obrony świata. Pojawia się wiele wątków całkowicie niezwiązanych z marvelowska stylistyką – przecież oprócz obrony świata Peter Parker jest również człowiekiem. Od czasu Homecomming Spider-Man dorósł, przez co na wycieczce nie będzie bawić się z kolegami czy narzekać na obraźliwe wyzwiska Flasha – za główny cel wycieczki do Europy obrał sobie podbicie serca MJ.

Największym plusem jest przeniesienie akcji nowego Spidera do Europy. Co prawda, nie ma tu wysokich wieżowców, a Peter Parker nie ma takiej samej frajdy ze skakania po niewysokich weneckich kamieniczkach, jednak zyskuje klimatem przedstawionym w nowym/ starym świecie. Twórcy oprócz aspektów fabularnych dokładnie zadbali o to, by pokazać najważniejsze zabytki poszczególnych miast. A tu największym minusem są ich zniszczenia, spowodowane przez przytoczone już żywiołaki. Z powodu braku Avengersów młodego adepta wspomoże w tej części czarujący Quentin Beck grany przez Jake’a Gyllenhaala, a ich współpraca okaże się niezwykle owocna. Gdy Quentinowi woda sodowa uderzy do głowy, przemieni się w złowieszczego Misterio. A Peter Parker będzie musiał stanąć z nim oko w oko.

            Watts swój film adresuje przede wszystkim do młodzieży, korzystając ze wszystkich udogodnień najnowszych technologii. Uświadamia im, że największym złem i przeciwnikiem może być komputerowa manipulacja, a jednocześnie mówi, że wszystko ma swoje dobre i złe strony. Twórcy po raz kolejny zaskoczyli swoich fanów, dając im rozrywkę na najwyższym poziomie, tworząc nowe światy i potęgując znane zabiegi. To, co wszyscy chwalili w poprzednich częściach Avengersów, tutaj wejdzie na znacznie wyższy stopień. A największe gratulacje i podziw należy się nie odtwórcom głównych ról, ale projektantom  animacji, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie – prawie tak wielkie, jak w  Doktorze Strange’u z 2016 roku. Szkoda, że przy tworzeniu ostatniej części Avengersów nie mogliśmy dostrzec tak doskonałego kunsztu animacyjnego, bo wtedy twórcy zdecydowali się bazować na materiałach zebranych w czasie poprzednich marvelowskich produkcji. Niemniej jednak Spider-man: Daleko od domu jest niesamowitym blockbusterem, stworzonym na naprawdę wysokim stadium.

            Standardowo już muszę docenić mojego ulubionego pajączka – Toma Hollanda, który do tej roli jest niejako stworzony. Młody aktor i jego wersja Spider-Mana jest w pełni naturalna, a wątek tego bohatera (mam nadzieję) jeszcze długo będziemy mieli okazję śledzić. Dodatkowo pochwalę Jon Favreau wcielającego się w rolę Happy’ego – uważam, że ta postać jest najlepszym opiekunem superbohaterów. Chciałabym, żeby mimo wszystko zajął się pilnowaniem Petera i Morgan, a nie tworzeniem filmów.

 

Ocena: 8/10

Największa fanka autocada i BIMu. Hobbistycznie miłośniczka malarstwa XIX i XX wieku z naciskiem na: Degasa, Klimta i Bacona. W czasie wolnym szuka filmu idealnego, po którym z czystym sumieniem będzie mogła określić X muzę sztuką.