Niedawno poznaliście najlepszy film 2019 roku, teraz czas na najlepszy polski film 2019. Mowa oczywiście o Mowie ptaków w reżyserii Xawerego Żuławskiego. Jeszcze przede mną seans Bożego Ciała i innych gdyńskich smaczków, ale jestem w pełni przekonana, że żaden z nich nie spodoba mi się równie mocno. Film-performance zagościł w naszych kinach w ostatni piątek – 27 września 2019 roku, jednak już wcześniej fani Żuławskiego mieli szansę zobaczyć go na wielu pokazach przedpremierowych i festiwalowych. Obraz ten zebrał gromkie brawa, ale publiczność całkowicie się podzieliła. Xawery dopuścił się rzeczy fenomenalnej — poróżnił kinomanów, którzy oceniają film głównie zerojedynkowo. Głównie dlatego, że jest to pozycja adresowana do wąskiego grona odbiorców – fanów kina niezależnego, twórczego, a przede wszystkim autorskiego.

Eksperyment Żuławskiego opowiada o zatraconych w depresji inteligentach, którzy całkowicie zagubili chęć do życia. Polonista i Historyk załamują ręce nad tym, że przedmioty przez nich nauczane w szkole są w pełni bagatelizowane przez uczniów. Humaniści nie mogą zrozumieć, dlaczego ich lekcje nie przynoszą owoców, a ich wychowankowie to klasyczni przedstawiciele (sub)kultury polski walczącej, którzy po zajęciach uczestniczą w mszy świętej, jak i również biorą udział w marszach. Niby pogodzili się z tym, że polska kultura z dnia na dzień umiera, ale oni nie poddają się i są gotowi o nią walczyć. Tylko jak rozprzestrzeniać kulturę, historię, polską literaturę, gdy duch wartości moralnych czy estetycznych jest martwy. Tak jak Chrystus, do którego łobuzy wzdychają po szkole.

Ciekawym pomysłem jest podział fabuły na konkretne epizody tak, aby widz dokładnie mógł poznać historię każdego z bohaterów i zobaczyć, co skłoniło ich do tak skrupulatnych przemyśleń. Wprowadzenie tego zabiegu pozwoliło niejako pokazać każde zjawisko i każdy problem z osobna w celu wnikliwego scharakteryzowania każdej z postaci. Oprócz osobnych, prywatnych wątków, przebija się między nimi bardzo prywatne wspomnienie, a raczej rekonstrukcja młodzieńczych pomysłów Andrzeja Żuławskiego. Marian (polonista) i Józef (wirtuoz), tak samo, jak niegdyś Andrzej Żuławski i Andrzej Korzyński chcą stworzyć piosenkę. Hit, który pokochają miliony. Przez co owoc ich wspólnej pracy będziemy mogli podziwiać w zakończeniu.

Xawery Żuławski zdecydował się złożyć ojcu najpiękniejszy hołd. Stworzył dzieło, które w kinematografii może zostać niedługo określone mianem manifestu. Manifestu, który przypadnie do gustu tylko nielicznym. Młody twórca bawi się kinem, a co za tym idzie również jego konwencją, stroni od klasycznego rozumienia X muzy na rzecz nowatorskich rozwiązań. Tworzy własny krój dzieła filmowego, stawiając przede wszystkim na nieopisaną odwagę. Momentami da się dostrzec, że ta satyryczna laurka składana na ojcowskim grobie jest wręcz przeżarta niedopowiedzeniami, jak i żalem do rodzica. Adresowana w pełni intymnie do Andrzeja Żuławskiego, a nie do całego ogółu.

Żuławski wręcz pedantycznie buduje swoje postacie, bazuje nie na konkretnych osobach, ale mocno wybrzmiewających cechach charakteru. Zakładam, że każda i każdy z nich ma swoje korzenie w konkretnej przygodzie Żuławskiego Seniora. Mimo tego należy docenić aktorów, którzy wzięli udział tym przedsięwzięciu. Nie sądziłam, że kiedykolwiek wypowiem to zdanie, ale chciałabym docenić Sebastiana Fabijańskiego. W końcu na moich oczach dowiódł, że jest dobrym aktorem, który cały czas trafia na bardzo słabe role. Postać, którą wykreował była dla mnie sporym zaskoczeniem. Warto też wspomnieć o Katarzynie Chojnackiej, wcielającą się w upierdliwą uczennicę, bo to ona skradła totalnie moje serce.

Mowa Ptaków jest skrzętnie najeżona kontekstami, żeby wszystkie je odkryć, nie wystarczy tylko znać całą filmografię Pana Andrzeja, ale również być zaznajomionym z jego życiorysem. Chociaż nie wiadomo, czy to wystarczy, bo w filmie można doszukać się wielu zapożyczeń czy wtrąceń, do których potrzebna jest ogromna wiedza nie tyle filmoznawcza, jak i ogólna. Pewne jest jedno, Mickiewiczowskie Dziady z pewnością mogą się schować przed Mową Ptaków. A ta nie zawodzi pod względem motywów i inspiracji. Jestem w pełni przekonana, że dzieło mogłoby przysporzyć wielu problemów śmiałkom, którzy zdecydują się poddać je wnikliwej analizie i badaniom.

Żuławski jest nadambitnym twórcą, o czym widz prędko się dowie, śledząc jego ponad dwugodzinne dzieło, gdzie już na samym początku sygnalizuje, że będzie “to coś”, czego jeszcze nikt z nas w kinie nie widział. Decyzja o stworzeniu kinowego performansu z pewnością nie była prosta, ale reżyser wykazał się ogromną odwagą, chcąc pokazać swoje dzieło w taki, a nie inny sposób. Za co jestem mu ogromnie wdzięczna, bo Mowę ptaków miałam okazję zobaczyć już dwa razy, a pisząc tę recenzję, planuję już kolejny seans, tym samym odwlekając czas na zaznajomienie się z filmografią Andrzeja Żuławskiego.

W pełni jestem w stanie zrozumieć to, dlaczego  Mowa Ptaków zbiera polaryzujące oceny, przez co film zostanie w większej mierze określony średnim. Niemniej jednak liczę na to, że znajdą się osoby, które pokochają to dzieło równie mocno co ja i bez wahania wystawią pewne 10/10.

cena: 10/10 <3

Największa fanka autocada i BIMu. Hobbistycznie miłośniczka malarstwa XIX i XX wieku z naciskiem na: Degasa, Klimta i Bacona. W czasie wolnym szuka filmu idealnego, po którym z czystym sumieniem będzie mogła określić X muzę sztuką.