Ostatnio miałam okazję zobaczyć nowy film Jana Komasy o głośnym tytule Sala samobójców. Hejter. Dzieło, bo tak możemy spokojnie o nim mówić, dostarczyło mi wielu skrajnych emocji. Przede wszystkim uświadomiło, że to nasze polskie kino wcale nie jest takie złe. I jest wręcz fenomenalne, jeśli za reżyserię odpowiada dobra osoba.

Obraz Komasy jest trudny do sklasyfikowania; twórca niejako przybrał sobie za punkt honoru inspiracje Joon- Ho Bongiem w stworzeniu multigatunkowego filmu. Zapowiedział przewrót, a hejterski przewrót łączy ze sobą elementy pastiszu, groteski, dramatu psychologicznego oraz thrillera w najczystszej formie. W czasie seansu bez problemu można zauważyć, że reżyser cały czas eksperymentuje z formą i poszukuje swojej własnej filmowej maniery.

Hejter to zdumiewająco odważna produkcja; skupia się nie tylko na młodzieżowym żargonie (który notabene przytłoczył mnie, jest bardzo awkward i creepy, no i cringeowo), ale też na obecnych problemach, z którymi muszą się zmierzyć młodzi ludzie. Porusza wszystkie aktualne wątki naszego polskiego podwórka, o których nikt głośno nie mówi. Depresja, hejt, używki, LGBT, zbliżające się wybory prezydenckie i rządy elit. Komasa bez wątpienia dojrzał i nie boi się prowokować rozmów o dotykających nas głęboko skrywanych bolączkach.

Internetowe dzieło jest wręcz doskonale zakorzenione w naszej mentalności. Najlepiej przedstawia to epizodyczna i prześmiewcza postać grana przez Julię Wieniawę, która w społeczeństwie stara się sprzeciwiać się wobec fal hejtu. Pokazuje jak niedużo trzeba, aby zemścić się i znokautować przeciwnika w internetowej codzienności. To samo można zarzucić głównemu bohaterowi. Początkowo creep, który przez silny mobbing i niską samoocenę, podniósł się, by zostać mózgiem całego zamieszania. Komasa uznał, że w „Hejterze” pokaże dwie możliwe reakcje na wszechobecny hejt, a czy on umocni daną osobę, czy wprawi w depresję, to tylko i wyłącznie zależy od niej samej.

Dla nadania młodzieżowego wydźwięku produkcji Komasa zdecydował się na pokazywanie, jakże znanych, dymków z konwersacji i oczekiwań bohaterów na upragnione „seen”. Mocne oddziaływanie portali społecznościowych w tym kontekście zrobiło niewyobrażalnie dobrą robotę, a dodatkowo zwróciło uwagę na całkiem realny problem dzisiejszego świata – pogoni za lajkami, poszukiwaniem znajomych w sieci i stalkowaniem obiektów westchnień. Przez to Hejter pokazuje niejako wszystkie te rozhukane przez media niebezpieczeństwa w nawiązywaniu internetowych znajomości. Reżyser stara się w sposób dość nienaturalny edukować swoich odbiorców, przedstawiając swoich bohaterów jako archetypy konkretnych zachowań w społeczeństwie, godząc się poniekąd na kreowanie internetu użytkowanego przez młodych ludzi jako coś nieobliczalnie złego. Plus za to, że jest to stuprocentowo samoświadome, a tegorocznego polskiego hitu nie powinniśmy brać na poważnie.

Przyznam, że początkowe sceny z Hejtera najlepiej zapadły mi w pamięć, a silent disco, jako metafora millenialsowego trybu życia, wprowadziła nieziemski klimat. Uwielbianej przez wielu kinomanów neonowej, refnowej kolorystyki niestety więcej nie zobaczymy, tak samo jak klimatycznych imprez. Jestem stuprocentowo pewna, że Komasa, tworząc psychodeliczny taniec, bazował na Climaxie Gaspara Noe, przez co warszawski klub na moment przemienił się w podparyski lokal, gdzie sangrii nikomu nie brakuje.

Hejter. Sala samobójców to moje największe zaskoczenie w tym roku. Liczę na to, że rodzime kino jeszcze nie raz i nie dwa mnie zaskoczy, a mówienie o dobrym polskim filmie wejdzie do mojego codziennego słownika. Chciałabym, żeby w tym ponurym marcu, to właśnie Hejter był głównym tematem do rozmów i filmowych debat. A jak już ktoś gdzieś powiedział, Hejter będzie naszym ojczystym Jokerem. Liczę na to i kibicuje. I pamiętajcie, żyjemy w społe… ekhem Polsce.

Ocena: 8/10

Największa fanka autocada i BIMu. Hobbistycznie miłośniczka malarstwa XIX i XX wieku z naciskiem na: Degasa, Klimta i Bacona. W czasie wolnym szuka filmu idealnego, po którym z czystym sumieniem będzie mogła określić X muzę sztuką.